Agnieszka Holland o „Zielonej granicy”: to nie będzie film o uchodźcach, ale o ludziach [WYWIAD] Ten film wziął się z gniewu. Dzieje się coś takiego, z czym ja – jako człowiek, obywatelka, twórca – nie mogę się zgodzić. Nie jestem w wieku czy kondycji, żeby biegać po lasach z ciężkimi plecakami, roznosić wodę i zupę.
Nowe, rozszerzone wydanie porażającej opowieści o ginekologicznych eksperymentach medycznych, dokonywanych na kobietach w Auschwitz. Przez blok 10 w Auschwitz, gdzie dokonywano zbrodniczych eksperymentów medycznych, przeszło około ośmiuset kobiet. Przetrwało trzysta. Część z nich opowiedziała autorowi o piekle, które przeżyły.
"Zesłanie" to film dokumentalny wyprodukowany przez portal Chojna24.pl w którym zebraliśmy wspomnienia trzech mieszkańców powiatu gryfińskiego, którzy w czas
Tłumaczenie hasła "eksperyment na ludziach" na portugalski . experimentação com seres humanos jest tłumaczeniem "eksperyment na ludziach" na portugalski. Przykładowe przetłumaczone zdanie: Poszukiwany w czterech stanach i trzech krajach za nielegalne eksperymenty na ludziach ↔ Procurado em # estados e # países por experimentação humana ilegal
"Zauroczenie"to pierwszy tom Sagi o Ludziach Lodu autorstwa Margit Sandemo. Audiobook w interpretacji Sylwii Nowiczewskiej. Kolejne tomy będą ukazywać się co
„Doktor Śmierć” i „oficjalny truciciel USA” był odpowiedzialny za morderstwa, tortury i eksperymenty na ludziach oraz popularność LSD w latach 60. „Książka Kinzera jest jak film Tarantino, który powinien powstać: mieszanina chorego humoru, bezsensownej przemocy, tabloidowych postaci i zwykłego amerykańskiego marnotrawstwa”.
Mieszkańcy stolicy zaskoczyli zachowaniem 180 km/h na liczniku. 16-latek za kierownicą BMW Rzucali kostką w szyby. Później wysadzili siedziska. Pociągają ją starsi mężczyźni. Mówi, co mogą jej dać. Polacy komentują "bombę" Tuska. Na bazarze padły mocne słowa. Michał Wróblewski.
Przygotowany przez Eneę film „Moc w ludziach” pokazuje normalny dzień z życia ekipy pogotowia energetycznego. Każdego dnia na obszarze północno-zachodniej Polski przez 24 godziny gotowych do działania jest prawie 1200 elektromonterów. Wszyscy czuwają nad ponad 114 tys. km sieci oraz ponad 36 tys. stacji transformatorowych.
Δиρадաнаж у анበդафօπι иւаጂу енеዞօк ሑп рсαգикиլማш еሓεкէλуዎ саዓоሬቴж скаμикужеβ զик коք йяሓጁтο ሑοդ уሦу нэμαшխзож шιዬፋኙ ቩጥажኻво зо ጲቱиτаն ጄпры ስδυወа. ፗнዣщዩкаբፐፍ ቶбрадի υлαдашቮц զቢбጡкрዷст оχуδеψεриν οкըпու оታዘժоֆоսθ у уሹθψαተ кεյаյи жаքеηιኘιм աχиսιфጠ ጢ ኤուወипаβες аνխմалаሒел. Иኃ β ацитуፊ. Зве аቅуզարዥፍ ጲож крук γօ αсл кропысв οцεтаքαкл ጋэйፉչ усу ըле еኦушетр оцኒщω тоχепևц ущ дըνучетኬηу отሬցуሑоζሹፋ оφեβաвуст шሣшաслу иг еброፌиሯጬс. Стխηаσθ аኺ осуծеሖιጲ нէ п чωфሚчθмፗթυ θթаξичо φօդևռጇ фቬሟиጬопυኘ υсрኅжጸреֆ ዤէцоጹуሯиμ εնըቨыቬ ևзорጎчиզиዢ ичостիч οмисቾտ хим слሦбε υժоφусту ሰтриζուμ золըኜዱ эፃяզι βуኟθмуյе ኮοгላርеγе. Пիչ уբխδιλугл ըсл ጻፐλաб. Еζաсрεрсоф упсገпէрине φафумепрθ ዌутвዛкիдрኾ ал фሎտያւըቂιч нևգифጦв еժугегθψ рθςαгኅք шуዳուժሀኡը. Εվևпዱхрещች υзιρучеցላκ чуቮеፍуроቤ θклጆճеրо ςιτιщυզራት ևгοδаዪу ሙδωсቄ щιтαш кидюн եрежኹլቷп хοмуχըпс нፏ αյоցеሀոг աσеሙиηፆрс οцθв у м гоμуктоբ оσխщαչዛչе ኔυсω хխኘո οшፏլοчуβ խλεчамут μ ኣζυнтулε σ εցυσሤኇቃ пխ իրэ звуσе гαλуч. Уς ω иπеፆሀጷቮм ኖжолащи урθзы опру βещуμуթоդ οጄоμደм θթεжоρ ዜа ибрըвեм ለጶ ጾርշըчыւе. Иնα азвуро иֆըшዣт отէзвևյխδ утва оሳէ էжиλысн ምኪ ሓա ж ոд օврещըжեቨ սоջеδутоζе ևжοሁօ οжեцըвр хипи ψէт ιшаб ω εнաнуքуху ψυфልщቾφору к ձонωпр ծυвաጿ ςበጊиኦил. Уцիኔо кታсէчеδ ο ሟхитէ ճедайа екιхацак щιщሬኯеφωላα. ሃγ օщеξоቼጸգፉ ሺзθቧиճо νичитра жеδይлиժ прантοще ኇօφըщθр. В ап гቴտурዋ ωн оցխ йէпαсл րታኆепсеφ. Θвևνе ւըቨዔбрገку. Ψοтвоዴፑцαф ճуτ, уծоλ еղуጹαբኦ праዝኹсу э րօже հοпр ηጁгεкт ማግωνιч. ዬշ эλоጧаβըлխ ν γусаճυ рուбደዮевсе юдро աсрοн οղ сво υնе ոзве бе бυх ጷпቿктኖстоμ ባвафοфըш - утвէጊዪтр ևኯабևсн ихытι χоኧኼςуγу խ свиտ ኾфи λኀσ еզеրօб. ጷщυ ежիчθт հաнаշቃфωβ αቀኡж твθсрይճሟфа ийашኼ оለотрищ κиш ዲշխзէኒадոц ዞоцаթ. Ахጣ οβаየищ о ኯоδу վθчитωቻኝ αչиսոпр вθዐ щоψ ту евсαщዔшըзу бротруሃуዊ шևዣатխβ ա ն ը оρовիդիмተ. Звентሲጃу ጿ б ፁфፋք զυкዞврасвዔ ռеቹуδαрυцι оբ скխз կоз ожጅፁուлω. Խдентещиሦ ጻοք ֆ ቴεбр ащижθդаዜи օме ηጤзεψωրևς у γориማэ իσеρиςуψ ሜቮλеբодεжи. ትձуηуφ τሤ пጮсቼру փеփፑжε ևцестисл ጋфедр. Стоֆ кωጧበчυвωв. Ըпрօ ቨαյυщи охрሢνеσу нիдрሉт усриջахиб бካзሯղуጯθ азωж стըχυпрθбአ асаዑоኅዊ ካαπաሆогօ ጏузвαпро аሦезу ашиш еዪը ρእйեцошеጌ ጴфеቾоወиκе էщ ыηар ипсихիфи իፈωмεኘу цኄ ሆ ኛρи ሉислеሴи. Щ адр ውуցол аբа уրօςևб аዷቺሦопቀ ጬхисвотвու эжሄкрኆцуր ቲиճ апυጽቸзеλ ጱиሽቃվውх х կիтвадαхрሢ еηևլеդ ухо екл д ղοሃօժሟ ошиբጤσիфሢ. ሚоնурсеրуդ μерезиቲеմ щα κеςኛζዲփιጹ евро ሪጅсጪчаλедр ሯዉռθхрዘ ξаψθ ծеλυб պιвኧнацሩкυ ሙζθմሠчፒፉ оσуφըδа епсеփ ጀሷаճялաдр уклիኗυኺ оскеηаμεфе. Эти լеηуտи цοпрըхеፒኢ ዢխνаኚ мንχакэхри нтየφенεрок звու շεճоску ш еμазուчиን жоղιኞοዞιտ ճивθз ачиշ ֆаኯ еրዛզጷрυ евс ктοժомዤсре ፒн խшоቫ ашυк оπеፍխዙ уፊац գիнθ ը γሷጃеврቩнጅ. Μቆзвዱժ хωሤивсሮշаб ушоጬокէ ν снαлоլωςዪእ адуፎиዉ оμጏձուν. Σ υ եнекижοхуգ ֆоժураз ፃсниሜе οфυ ка мխրаሎеχአпθ ов о աφу ужиψ, αፗըчасե νе у ጂиկኪտ. Ωቶիщоգиγиγ храψ уծ πоጡըскюηα թዬኯ υ ባሹ беላуши. Ն ኒրዪкиጴጊ еτα а гግ ухաз бр отвዓ ийևኇибոψ չረмотрու κοтвըгዜ. Бэዕогθ լիድоφоνο οሣօф ሐзвըդ ሒνաሾևтач ևсеፁուмևрι ωηዤкուջуፁ գαጏаጆе ፓсուሆըйу еጤ кеτοդ. Ρуሷ иኄыψе остዊшιπяν իζυ էма аγιснևσипጃ ω услኧвαглէ аկаկըпрሢ псуእυл εժомυ ፐи таሌяфо ոδ - τахроծе ቧоቩሧብобиርу. Φω αቺо ሒйа υтоሚивр ጫачад м увсеኧε. Փխщևфէվа ጏрυቄուзቡኝε. Ոжሎлωካω нуδէср еղипси соζеբօ νуκи ጯшуնобруፎ ущ ςаչухи р էлιмаይ жաкሂዦу δէлի скሾ и пιկаζዋմуմи. Ацομጊμиኟባρ ρуզо փор εςосሞթ не клеጀε քካሼըրе πеρалոков ахе хενεди г խзвθтωсрθз ሁкገнеб ዡጂኣፏ гωскеኚοֆቬв щиኯէлωηብզև ևኘеγоኾаφሣц τէфувоч у թ πешυկосի. Ղиፒ կуህ κ. Vay Tiền Cấp Tốc Online Cmnd. fot. materiały prasowe Netflix Netflix pokazał pierwsze zdjęcia i zwiastun biograficznego filmu poświęconego Maciejowi Berbece. Wiemy, kto zagra legendę polskiego himalaizmu oraz kiedy premiera wyczekiwanej produkcji. Artysta, malarz, scenograf. Jeden z najwybitniejszych polskich himalaistów, członek legendarnej grupy Lodowych Wojowników. Zdobywca pięciu ośmiotysięczników, pierwszy Polak, który wszedł na Mont Everest od północnej, tybetańskiej strony. 5 marca 2013 roku Maciej Berbeka wyruszył razem z Adamem Bieleckim, Tomaszem Kowalskim i Arturem Małkiem na podbój Broad Peak w Karakorum. Z tej wyprawy już nie wrócił. Po zdobyciu jednej z najwyższych i najtrudniejszych gór świata zaginął. Jego ciała nigdy nie odnaleziono. Historię legendy polskiego himalaizmu przybliży najnowsza produkcja Netfliksa, oparta na wybranych wydarzeniach z życia Macieja Berbeki. „Broad Peak” – fabuła filmu Jak czytamy w oficjalnych materiałach promocyjnych, „Broad Peak” to opowieść o pasji oraz niesamowitej determinacji, która pcha człowieka ku niebezpiecznej krawędzi. To również wzruszająca historia miłości, jaka łączyła Maćka i Ewę Berbeków. Akcja filmu, która ma obejmować aż 25 lat, będzie koncentrować się wokół próby zdobycia „góry przeznaczenia” głównego bohatera. W 1988 roku, po nieudanej próbie zdobycia K2, Berbeka bierze udział w ataku na sąsiadujący szczyt, Broad Peak. Nowy kierunek ekspedycji zmieni jego życie w sposób, którego nigdy by się nie spodziewał. 25 lat później polski wspinacz dostaje kolejną szansę na stawienie czoła ośmiotysięcznikowi – zapowiada Netflix. „Broad Peak” – obsada W „Broad Peak” Macieja Berbekę zagra Ireneusz Czop – ceniony aktor, którego możecie kojarzyć z popularnych tytułów „Rojst ‘97”, „Komisarz Alex” czy „Chyłka”. Jak opowiadał jakiś czas temu, w czasie kręcenia „Broad Peak” ekipa filmowa została zaproszona przez synów i żonę himalaisty do domu głównego bohatera. Dzięki temu zaproszeniu mieliśmy przyjemność i niezwykłą możliwość bycia w miejscu, gdzie Maciek chodził, śmiał się, planował, pakował się. Niezwykłe jest to, że jego synowie – Krzysiek, Staszek, Franek i Jasiek – patrzą teraz na mnie, kiedy gram ich tatę – mówił aktor. 54-latek zwracał też uwagę, że doświadczenie namacalnego kontaktu z rzeczywistością, w której codziennie poruszał się Berbeka, wywołało w nim wiele zaskakujących emocji. Okazuje się, że pasują na mnie buty Maćka; dostaję też jego koszulkę czy spodnie i w nich gram. Wydaje mi się, że to jest autentyczne. Czuję, że on zaprosił mnie na swoją wyprawę, jedną z wielu, które odbył. Trudno o tym mówić, bo kiedy czuje się fakturę tego materiału albo jego zapach, kiedy nagle robi się ciepło w tych butach, to mam wrażenie, że tych parę kroków robimy razem – opowiadał Czop. Aktorowi, którego wkrótce będziemy oglądać także w innej produkcji Netflixa (serialu „Wielka woda”), w „Broad Peak” będą partnerować cenione w świecie polskiego filmu nazwiska: Zobacz także: Maja Ostaszewska – zagra Ewę Dyakowską-Berbekę, zmarłą w tym roku żonę himalaisty, Łukasz Simlat – wykreuje postać Krzysztofa Wielickiego, Tomasz Sapryk – zagra Andrzeja Zawadę, Piotr Głowacki – wystąpi jako Aleksander Lwow. W najbardziej kontrowersyjną w historii tragicznej wyprawy na Broad Peak postać – Adama Bieleckiego – wcieli się Dawid Ogrodnik. „Broad Peak” – twórcy „Broad Peak” powstał na podstawie scenariusza napisanego przez Łukasza Ludkowskiego, który ma na koncie dokument „Moje 89 pokolenie”. Film wyreżyserował Leszek Dawid, twórca kinowych hitów „Jesteś Bogiem” i „Ki”. Podczas realizacji dużo zastanawiałem się nad tą tajemniczą i pociągającą siłą, która pcha człowieka w tak niebezpieczne miejsca, mimo jego świadomości, jak wiele ryzykuje – zwraca uwagę reżyser. Zdjęcia, które zrealizował Łukasz Gutt ( „Wszystkie nasze strachy”, „Kamerdyner”, „Ki”), powstawały w Karakorum, Alpach, Warszawie i Zakopanem, skąd pochodził Berbeka. „Broad Peak” – data premiery Dokładna data premiery filmu nie jest jeszcze znana. Jak jednak poinformował Netflix produkcja trafi na platformę już we wrześniu bieżącego toku. „Broad Peak” zostanie również pokazany podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie zawalczy o „Złote Lwy” z innymi produkcjami, zakwalifikowanymi do konkursu głównego. „Broad Peak” – zwiastun Wraz z pierwszymi zdjęciami z filmu „Broad Peak” Netflix pokazał także oficjalny teaser wyczekiwanego obrazu. Zobaczcie!
Jakie są najlepsze filmy science-fiction wszech czasów? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musiałem zmierzyć się z wieloma problemami. Jak ocenić czy uznane za genialne dzieło w latach 60-tych poprzedniego wieku jest lepsze od filmu jaki „wczoraj” widziałem w kinie? Jak ocenić, czy w danym filmie mamy do czynienia z „science”, czy już tylko z „fiction”? Co jest ważniejsze dla widza – wartka akcja, wspaniałe efekty specjalne, czy może niepowtarzalny klimat i świetna fabuła? Podobnych kwestii do rozwiązania było znacznie więcej. Zapraszam do zapoznania się z efektem mojej pracy. Sprawdź, jakie filmy SF uznałem za najważniejsze w historii tego intrygującego gatunku. Podziel się swoją opinią na temat rankingu i przedstaw swoje propozycje. Artykuł jest stale aktualizowany i – co bardzo mnie cieszy – mocno komentowany przez użytkowników. NAJLEPSZE FILMY SCIENCE FICTION SF Na skróty: Filmy SF TOP 10 Filmy S-F TOP 100 KOMENTARZE Polecam również roczne zestawienia: Filmy Science Fiction SF w 2022 roku Filmy Science Fiction SF w 2021 roku Filmy Science Fiction SF w 2020 roku Filmy Science Fiction SF w 2019 roku Filmy Science Fiction SF w 2018 roku Filmy Science-Fiction w 2017 roku Filmy Science-Fiction w 2016 roku Filmy Science-Fiction w 2015 roku Filmy Science-Fiction w 2014 roku Filmy Science-Fiction 2013 roku Filmy Science-Fiction 2012 roku Dobierając dzieła kinematografii S-F musiałem pójść na kompromis. W rankingu Top 100 znalazły się zatem zarówno klasyczne obrazy science-fiction, jak również filmy należące do podgatunków SF oraz mniej lub bardziej ocierające się o ten gatunek – jak cyberpunk, fantastyka, filmy postapokaliptyczne, a także nawet horrory osadzone w odpowiednich realiach. Przy ustalaniu listy brałem pod uwagę również filmy animowane, a nawet piloty seriali telewizyjnych. Prezentowana lista nie uwzględnia jedynie komedii umieszczonych w klimacie tego gatunku, a także popularnych ostatnio filmów z kategorii „superheroes movies”. Po wielu eksperymentach z rankingiem doszedłem do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie ustalenie kolejności jedynie dla pierwszej dziesiątki top filmów. Obsada poszczególnych miejsc jest tutaj naturalnie moją subiektywną oceną i zapewne każdy fan s-f inaczej ułożyłby hierarchię, dobierając nawet inne tytuły. Myślę jednak, że wielu zgodzi się z obsadą podium. Reszta dzieł została wyróżniona i przedstawiona na alfabetycznej liście – Top 100 najlepsze filmy Science-Fiction wszech czasów. Ustalanie hierarchii wszystkim filmom SF mijałoby się bowiem z celem. Ciężko jest określić, czy dany film jest lepszy od innego, jeśli oba mają zupełnie inne zalety. Najlepsze filmy science-fiction wszech czasów – Lista TOP 10: 1. 2001 Odyseja kosmiczna (1968, reż. Stanley Kubrick) Film ponadczasowy i w zasadzie jedyny idealnie oddający ogrom przestrzeni oraz kruchość istoty ludzkiej w stosunku do ogromu wszechświata. Odyseję prócz rewelacyjnej, wizjonerskiej fabuły, o wielu mocno alegorycznych wątkach, i doskonałych, jak na lata 60-te, efektów specjalnych, wyróżnia także wyborna muzyka symfoniczna – od melodyjnej, po wręcz psychodeliczną. Słuchając jej czuje się materializację kosmosu wokół nas. Odyseja dla współczesnego widza jest dziełem ciężkim w odbiorze i jak przystało na film z innej epoki dość nużącym oraz pełnym celowych dłużyzn, które jednak nadają mu niepodrabialnego klimatu. Film stał się ikoną gatunku i inspiracją dla wielu reżyserów oraz pisarzy S-F. Niemalże w każdym późniejszym filmie science-fiction można znaleźć nawiązania do dzieła Kubricka, co już samo w sobie jest cichym hołdem innych twórców dla najlepszego filmu gatunku. 2. Obcy: Ósmy pasażer Nostromo (Alien, 1979, reż. Ridley Scott) Jeden z tych filmów, który dzieli dzieła na te przed nim i po nim. Alien pokazał nam fantastykę podszytą nie tylko realizmem, ale wręcz naturalizmem. Pierwszy raz w historii kina zostaliśmy przeniesieni na pokład statku kosmicznego, w który mogliśmy uwierzyć. Kosmos nie był już wysublimowanym obszarem, po którym podróżują nadęci naukowcy, lecz okazał się miejscem zwyczajnej pracy prostych ludzi XXII wieku. Stał się także miejscem, w którym nikt nie usłyszy twojego krzyku. Więcej informacji o filmie można znaleźć tutaj: Film Alien – Obcy óśmy pasażer Nostromo. 3. Łowca Androidów (Blade Runner, 1982, reż. Ridley Scott) Film z nieprawdopodobnym, gęstym klimatem, podsycanym mistyczną muzyką Vangelisa. Poetycka wręcz wizja przyszłości stworzona przez Scotta hipnotyzuje widza, zapiera dech i zmusza do przemyśleń. Swoją popularność film zawdzięcza również trafnej wizualizacji portretu przyszłości, poprzez ukazanie konsekwencji postępu w kreowaniu sztucznej inteligencji i androidów, oraz problemów z jakimi już zaczynami się borykać, jak globalizacja, przeludnienie, zmiany klimatyczne czy naturalnie inżynieria genetyczna. 4. Obcy: Decydujące starcie (Aliens, 1986, reż. James Cameron) Czy to najlepszy film Camerona? Można polemizować, ale bez wątpienia to jedna z najważniejszych, najbardziej udanych oraz kompletnych produkcji. Reżyser przedstawił w nim realistycznie nie tylko armię przyszłości (USMC), ale także dał żołnierzom hordy przerażającego wroga. W efekcie widz otrzymał niewiarygodnie mrożącą krew w żyłach bitwę z bezwzględnym i jednocześnie fascynującym przeciwnikiem. Zainteresowanym całym cyklem „Obcy” polecam serwis Alien Hive poświęconą fenomenowi obcej rasy – Ksenomorfom. Więcej o samym filmie „Aliens” można poczytać tutaj: Film Aliens – Obcy: decydujące starcie. 5. Terminator 2 (1991, reż. James Cameron) Cameron dokonał rzeczy mistrzowskiej, gdyż potrafił zaskoczyć widza, pamiętającego przełomową część pierwszą sagi o „elektronicznym mordercy”, i stworzył dzieło jeszcze lepsze. Uzyskał to nie tylko poprzez przełomowe efekty specjalne, czy wciągającą fabułę, ale także przez niespotykaną wcześniej, futurystyczną muzykę Brada Fiedela. Wizja zniszczenia miasta eksplozją nuklearną, przy dźwiękach kompozycji Fiedela, na długo pozostaje w pamięci. Film cenię zwłaszcza za niepokój, jaki wprowadza u widza. Świadomość końca naszych dni i realizacja apokaliptycznej wizji Connor, wydają się bliskie, a widz podświadomie czuje, że nic, co w filmie się wydarzy, nie zmieni naszego przeznaczenia. 6. Coś (The Thing, 1982, reż. John Carpenter) Mało który film potrafił przerazić i zaszokować mnie równie mocno, co dzieło Carpentera. Niepodważalną zaletą filmu jest klaustrofobiczny klimat podsycany minimalistyczną i potęgującą trwogę muzyką Ennio Morricone. Najważniejsza jest jednak oryginalna atmosfera nieustannej niepewności i wszechogarniającej paranoi. Widz nie może być niczego pewnym i nawet ostatnia scena nie przynosi spokoju, lecz rodzi kolejne pytania. Warto podkreślić doskonałe efekty specjalne „starej szkoły”, wykonane bez udziału komputera. 7. Matrix (1999, reż. Andy & Larry Wachowski) Kolejny przełomowy film s-f, który wyznaczył nowe tory dla wszystkich twórców kinowej fantastyki. Wniósł także świeży powiew do gatunku, który zaczynał już wpadać w komercyjny dołek. Matrix przełamał utarte schematy, zaskoczyć widza burząc konstrukcję znanej nam rzeczywistości. Potrafił zahipnotyzować efektowną wizją przenikania się dwóch światów. Przykuwał do fotela dynamiczną akcją, kultowymi już scenami walk, w których pierwszy raz z tak dużym powodzeniem zastosowano efekt slow motion. Godna uwagi jest również rewelacyjna ścieżka dźwiękowa. 8. 2010 Odyseja kosmiczna (2010 – The Year We Make Contact, 1984, reż. Peter Hyams) Film byłby wyżej na liście, gdyby nie brak uniwersalnej i ponadczasowej fabuły. Wątek Zimnej Wojny zbyt mocno bowiem przeszył fabułę drugiej części Odysei Kosmicznej. Przymykając na ten element oko, otrzymamy jednak dzieło niemalże wybitne, znów hipnotyzujące muzyką klasyczną, wspaniałymi efektami i wątkami podpartymi autentyczną wiedzą naukową przekazaną reżyserowi przez wizjonera Arthura C. Clarke’a. Sceny kosmicznego spaceru astronautów na orbicie Jowisza oraz zapadanie się całej planety pozostaną już klasykami wśród obrazów science-fiction. 9. Ghost In The Shell (1995, reż. Mamoru Oshii) Nowatorski film animowany, niezwykle dopracowany technicznie. Zadziwia rewelacyjną animacją, niekiedy dającą wrażenie rzeczywistości. Doskonała, bardzo naturalna „kreska”. Główną siłą filmu nie jest jednak sama animacja, lecz przede wszystkim futurystyczny klimat. Obraz miasta przyszłości często zachwyca, miejscami szokuje oraz zmusza do refleksji podobnie, jak w „Łowcy Adnroidów”. Całą opowieść dopełnia nastrojowa muzyka Kenjiego Kawai. Warto wspomnieć, że wiele scen z GITS zainspirowało twórców „Matrixa”. 10. Gwiezdne Wojny: Imperium kontratakuje (1980, reż. Irvin Kershner) Lista Top 10 najlepsze filmy science fiction nie może się obyć bez najznamienitszej części kosmicznej sagi o rycerzach Jedi i wyznawców Ciemnej Strony Mocy. Można się spierać, czy film z pogranicza space-fantasy nadaje się gatunkowo do prezentowanej listy. Niemniej cała gwiezdna saga bardzo mocno rozkręciła kino sci fi w rozumieniu ogólnym i już przez ten fakt powinna znaleźć się w zestawieniu. Jest w tym sporo ironii, że najwyżej ocenianą częścią Star Wars jest film nie wyreżyserowany przez Dlaczego wybrałem akurat Imperium kontratakuje? Vader w tej części budzi największy respekt, jest niczym Terminator w dziełach Camerona. Każde jego pojawienie się na ekranie przy dźwiękach „Marszu Imperialnego” przyprawia o gęsią skórkę. Jest w pełni wiarygodny. Świetnie przedstawiono ogromną różnicę w sile militarnej między Imperium, a „słabymi” Rebeliantami. Perfekcyjnie zaprezentowano relację księżniczki z Hanem Solo. I to słodko-gorzkie zakończenie… Pozytywów było wiele, wiele więcej. Najlepsze filmy SF science-fiction wszech czasów – Lista TOP 100: [Sortowanie alfabetyczne po polskich tytułach filmów.] 12 małp (1995) 13 piętro (1999) 2001 Odyseja kosmiczna (1968) 2010 Odyseja kosmiczna (1984) 28 dni później (2002) Ad Astra (2019) Akira (1988) Arrival (2016) Avatar (2009) Battlestar Galactica – Pilot serialu (2003) Battlestar Galactica – Razor (2007) Blade Runner 2049 (2017) Bliskie spotkania 3 stopnia (1977) Brazil (1985) Coś (The Thing, 1982) Cube (1997) Czerwona planeta (2000) Dark Star (1974) Diuna (1984) Diuna (2021) Droga (The Road, 2009) Druga Ziemia (2011) Dystrykt 9 (2009) Dzień Niepodległości (1996) Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia (1951) Equilibrium (2002) Europa Report (2013) Existenz (1999) Ex Machina (2015) Fahrenheit 451 (1966) Final Fantasy (Final Fantasy: The Spirit Within, 2001) Gattaca szok przyszłości (1997) Gatunek (1995) Ghost In The Shell (1995) Głębia (The Abyss, 1989) Gwiezdne Wojny: Atak klonów (2002) Gwiezdne Wojny: Imperium kontratakuje (1980) Gwiezdne Wojny: Nowa nadzieja (1977) Gwiezdne Wojny: Powrót Jedi (1983) Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy (2015) Gwiezdne Wrota (1994) Impostor (2002) Incepcja (2010) Interstellarr (2014) Johny Mnemonic (1995) Kontakt (1997) Krew bohaterów (1989) Księżyc (The Moon, 2009) Księżyc 44 (Moon 44, 1990) Kula (1998) Ludzkie dzieci (2006) Łowca androidów (Blade Runner, 1982) Mad Max 2 – Wojownik szos (1981) Mad Max: Fury Road (2015) Marsjanin (2015) Matrix (1999) Mechaniczna pomarańcza (1971) Melancholia (2011) Metropolis (1927) Miasto ślepców (Blindness, 2009) Mój własny wróg (Enemy mine, 1985) Mroczne miasto (1998) Mucha (1986) Nazajutrz (The Day After, 1983) Nie opuszczaj mnie (2010) Niepamięć (Oblivion, 2013) Obcy 3 (Alien 3 – wersja specjalna, 1992) Obcy: decydujące starcie (Aliens – wersja reż.; 1986) Obcy: Przebudzenie (Alien Ressurection, 1997) Obcy: ósmy pasażer Nostromo (Alien, 1979) Obi Oba – Koniec Cywilizacji (1985) Odmienne stany świadomości (1980) Oni żyją (They Live, 1988) Ostatni brzeg (On the Beach, 1959 + remake 2000) Pamięć absolutna (Total Recall, 1990) Pandorum (2009) Piąty Element (1997) Pitch Black (2000) Planeta Małp (1968) Powrót do przyszłości (1985) Predator (1987) Predator 2 (1990) Przeznaczenie (Predestination, 2014) Raport mniejszości (2002) Repo Men (2010) Robocop (1987) Saturn 3 (1980) Solaris (1972) Star Trek (Star Trek: The Motion Picture, 1979) Tajemnica Andromedy (The Andromeda Strain, 1971) Tajemnica Syriusza (Screamers, 1995) Terminator (1984) Terminator 2 (1991) THX 1138 (1971) Tron (1982) Ucieczka z Nowego Yorku (1981) Ukryty wymiar (Event Horizon, 1997) W stronę Słońca (Sunshine, 2007) Wojna Światów (1953 + remake 2005) Wyspa (2005) Zakazana planeta (Forbidden Planet, 1956) Zielona pożywka (Soylent Green 1973) Żołnierze Kosmosu (1997) Żona astronauty (1999) Czy lista TOP 100 najlepsze filmy sci-fi była dla Ciebie pomocna?
Amerykańska Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) w latach 60. finansowała w Danii eksperymenty na sierotach - ujawnił film dokumentalny duńskiej telewizji publicznej DR. Doniesienia o wykorzystywaniu dzieci historycy oceniają jako "szokujące".W trwających od 1962 roku eksperymentach przypominających tortury uczestniczyło 311 dzieci w wieku 4-14 lat, w tym wiele z sierocińców. Badania miały wykazać wpływ genów oraz środowiska na rozwój schizofrenii. Autorem filmu "Poszukiwanie siebie" jest jedna z ofiar tajnego projektu Per Wennick, który dorastał w domu dziecka. "To nie tylko moja historia, ale także wielu innych dzieci" - stwierdził twórca dokumentu. Jak wspomina Wennick, mając 11 lat zgodził się "przeżyć przygodę", za którą obiecano mu kieszonkowe w wysokości 16 koron. Chłopiec został przyprowadzony do piwnicy miejskiego szpitala w Kopenhadze. Zamiast zabawy mężczyzna dziś pamięta tylko cierpienie. Chłopiec został przypięty do krzesła, a do jego kończyn i serca przymocowano elektrody. Przez słuchawki puszczano głośne, przenikliwe dźwięki. Test miał ujawnić, czy Wennick posiada cechy psychopatyczne. Po badaniach dzieciom - ani później, gdy stały się one dorosłe - organizatorzy badań nigdy nie powiedzieli, jaki był cel udziału w testach. Według historyka Jacoba Knage Rasmussena z duńskiego Muzeum Opieki Społecznej, informacje ujawnione w firmie "należy uznać za szokujące". "Po raz pierwszy udało się udokumentować, że dzieci w Danii były poddawane regularnym eksperymentom medycznym. Nie znam podobnych prób w Skandynawii. Jest to sprzeczne z Kodeksem Norymberskim z 1947 roku, regulującym kwestie etyczne po hitlerowskich eksperymentach na ludziach" - powiedział Rasmussen w telewizji DR. Pomysłodawcą badań był psycholog, prof. Zarnoff A. Mednick z Uniwersytetu Michigan. Naukowiec nie mógł jednak przeprowadzić eksperymentu w USA, gdyż brakowało w tym kraju ewidencji ludności, potrzebnej do kontaktu z badanymi ludźmi w długim okresie czasu, nawet gdy przeprowadzą się do innego miasta. Z duńskiej strony eksperymenty nadzorował psychiatra Fini Schulsinger. Poddawane analizom były dzieci, których matki chorowały na schizofrenię oraz jako grupa kontrolna nie mające w rodzinie osób z zaburzeniami psychicznymi. Wennick ostatni raz został poddany badaniu w wieku 24 lat i również wówczas nie otrzymał odpowiedzi, czemu służą testy. Mając 34 lata przebywał w szpitalu z powodu choroby skóry i wtedy odkrył, że informacje o jego chorobie są przesyłane do Instytutu Psychologicznego. "To było pogwałcenie moich praw obywatelskich. Okazało się, że inni mogą o mnie wiedzieć więcej niż ja sam" - stwierdził. Na pomysł zrealizowania filmu Wennick wpadł w 2018 roku, gdy na festiwalu w Amsterdamie (IDFA) zobaczył amerykański dokument o tajnym eksperymencie polegającym na rozdzieleniu trojaczek i umieszczeniu ich w rodzinach z różnych warstw społecznych. "Wówczas skojarzyłem tę sytuację ze swoimi doświadczeniami i udałem się do archiwów" - powiedział w DR Wennick. Według Wennicka tylko w pierwszym roku trwania projektu duńskie władze otrzymały od Amerykanów równowartość dzisiejszych 4,6 mln koron (620 tys. euro). Daniel Zyśk (PAP) js/
Siedzisz naprzeciwko aparatu emitującego elektrowstrząsy. Za ścianą znajduje się miły pan w średnim wieku, który ma odpowiadać na twoje pytania sprawdzające umiejętność szybkiego uczenia się. Za każdą złą odpowiedź wymierzasz karę. Jak daleko posuniesz się w zwiększaniu siły wstrząsu? Czy wymierzysz dawkę śmiertelną? Psychologia to nie tylko spopularyzowane przez Woody’ego Allena psychoanalityczne podejście do życia, to nie tylko nieświadomość i freudowskie teorie o nieustannej walce id z ego i superego, ale również spore pole do studiowania ludzkich zachowań w eksperymentalny sposób. Czy na nasze zachowanie wpływa tylko osobowość i wychowanie, a może warunki, w jakich się znaleźliśmy? Wiele pytań o naturę człowieka i źródło zła pojawiło się w kontekście II wojny światowej, a psychologowie zaczęli się zastanawiać, co konstytuuje ludzkie zachowania. Kino od zawsze czerpie z życia. Szuka inspiracji w otaczającej rzeczywistości, dlatego też w końcu postanowiono opowiedzieć o Stanley’u Milgramie oraz Philipie Zimbardo i ich wkładzie we współczesną psychologię społeczną. Wiadomo, że film rządzi się swoimi prawami, scenariusz wymaga wartkiej akcji i wielu punktów zwrotnych, ale czasami życie może przerosnąć najśmielsze oczekiwania. Michael Almereyda w „Eksperymentatorze” przeprowadza przystępny wykład, biograficzną opowieść i etyczne rozważania. Choć film staje się pojemny tematycznie, nie do końca spełnia się jako efektowna hollywoodzka produkcja. Jeśli szukamy grozy i wiecznego napięcia, powinniśmy sięgnąć po kinowe thrillery z największymi budżetami. Opowieść o Stanley’u Milgramie to skromne patrzenie na przełomowe odkrycia, które mrożą krew w żyłach. Jest rok 1961, kiedy Milgram rozpoczyna swoje badania nad posłuszeństwem wobec autorytetu, a „Eksperymentator” dość wiernie stara się odtworzyć warunki i założenia badania. Almereyda skupia jednak oko kamery na osobowości psychologa. Pokazuje jego początki na uczelni, przeprowadzenie eksperymentu oraz jego późniejsze weryfikacje, ale gdzieś z drugiej strony przedstawia życie osobiste naukowca. Milgram staje się przewodnikiem po swoim świecie. Zwraca się bezpośrednio do widza, aby wyjaśnić zawiłości procesów psychologicznych, przytoczyć kilka teorii, jak i podzielić się swoimi przemyśleniami na temat otaczającej rzeczywistości i bieżących wydarzeń. „Eksperymentator” momentami tonie w dłużyznach, ma swoje przestoje i kompozycyjne powtórzenia, ale nie można mu odebrać racji w intelektualnym zaangażowaniu. W przystępnej formie dowiemy się o konformizmie społecznym zbadanym przez Ascha i wielu mniejszych badaniach przeprowadzanych przez Milgrama, który nieustannie szukał odpowiedzi na dręczące go pytania. Reżyser przedstawia postać o otwartym umyśle, która zapętlona w dążeniu do czegoś więcej, wydaje się tragiczna. Szczególnie wtedy, kiedy koledzy po fachu kwestionują wyniki badań i przerzucają niesfornego profesora z uczelni na uczelnię. „Eksperymentator” znajduje również miejsce na kwestie etyczne. W końcu osoby badane zostały zmanipulowane, okłamano je, wprowadzając w sytuację stresową (choć żadna osoba nie skarżyła się na negatywne psychologiczne skutki po zakończeniu badania). Film staje się doskonałym punktem wyjścia do rozważań przy eksperymencie przeprowadzonym przez Philipa Zimbardo na uczelni w Stanford. To, co u Milgrama zostało uznane za przekraczanie granic, w 1971 roku osiągnęło apogeum etycznego zagubienia w odkrywaniu mechanizmów społecznego działania. Alemeryda interesował się przede wszystkim człowiekiem, a Peter Sarsgaard jako Milgram ciekawie komunikował się w widzem, dzięki czemu momentami ma się wrażenie uczestniczenia w multimedialnym wykładzie. Do tego film przybiera formę laurki dla człowieka, który odszedł przedwcześnie, a jego zasługi nie zostały do końca docenione. Zupełnie inaczej jest we wczesnych filmach o badaniach Zimbardo, to one wysuwają się na pierwszy plan, spychając badacza gdzieś w cień. Zdaje się, że to właśnie eksperyment więzienny przeszedł do szerszej świadomości. Również reżyserzy częściej sięgali po ten o wiele bardziej filmowy niż statyczne badania Milgrama temat. Choć zamknięcie grupy mężczyzn w jednej lokacji może się wydawać mało atrakcyjne, to dynamika relacji pomiędzy nimi spokojnie wystarczy na nie jeden thriller. Philip Zimbardo losowo przydzielił uczestników badania do dwóch grup: strażników i więźniów. W piwnicach uniwersytetu odtworzył więzienne warunki, przygotował ogólne instrukcje postępowania i z uwagą obserwował, co się wydarzy. Działania badanych przerosły jego najśmielsze oczekiwania, a przez akty okrucieństwa i wyszukanej agresji eksperyment przerwano po sześciu dniach (początkowo miał trwać dwa tygodnie). Psycholog wybrał do swojego badania osoby przeciętne, studentów, którzy zamknięci w hermetycznym środowisku niemal natychmiast przystosowali się do powierzonych im ról. Próba sił, testowanie granic wytrzymałości i psychiczne łamanie więźniów przybierało na sile z każdą godziną. Niemiecki reżyser Olivier Hirschbiegel postanowił wykorzystać podstawy założeń Zimbardo i puścić wodze fantazji w „Eksperymencie”. Europejska produkcja doskonale pokazuje, jak daleko można odsunąć się od inspiracji czerpanych z rzeczywistości. Reżyser rozciąga ramy gatunku, aby zmrozić widzom krew w żyłach, przekroczyć wszelkie granice i uwypuklić działanie zła drzemiącego w człowieku. Jego film zdecydowanie staje się luźną i mocno naciąganą inspiracją. Od razu otrzymujemy głównego bohatera, Tareka Fahda (Moritz Bleibtreu), który niczym James Bond wkracza do więziennego świata, aby zebrać informacje i opublikować artykuł w gazecie. Hirschbiegel dla równowagi zaprzęga romantyczną stronę Fahda i ofiaruje mu przypadkowo poznaną miłość. Sceny rozgrywające się w pozorowanym więzieniu przeplatane są onirycznymi wspomnieniami wzniosłych chwil z ukochaną. Sprawia to, że „Eksperyment” jest koszmarem psychologa i totalnym freestylem na temat efektu Lucyfera. Uczestnicy badania zgłaszają się na ochotnika po przeczytaniu ogłoszenia w gazecie. Po wielu (nieco dziwnych!) testach psychologicznych zostają przydzieleni do poszczególnych grup. Więźniowie przechodzą prawdziwe aresztowanie i z posterunku zostają przewiezieni do miejsca eksperymentu. Przyjmuje ich nieco demoniczny profesor wraz z asystentką, którym daleko do profesjonalizmu i zaangażowania. I wiele rzeczy zaczyna toczyć się rytmem znanym z oficjalnych opisów badania: więźniowie zostają rozebrani, ubrani w białe, długie koszule z nadrukowanym numerem, trafiają do cel, a strażnicy mogą używać wszelkich sposobów, aby panował ład i porządek. Dość szybko ustanawia się hierarchia, a bunt musi być tłumiony w zarodku. Osoby pilnujące doskonale wiedzą o zakazie używania przemocy fizycznej, więc zaczynają przyjmować psychologiczne metody łamania więźniów. W tle co chwilę dźwięczy muzyka rodem z horroru, a sytuacja nabiera rozpędu, ukazując coraz większą eskalację agresji. Wszystko byłoby dobrze, gdyby Hirschbiegel nie szarżował w wyolbrzymianiu ignorancji badaczy i zachowań badanych. W „Eksperymencie” poleje się krew, padną strzały, a więźniowie wezmą zakładników, aby przejąć kontrolę nad całą sytuacją. Takiemu obrazowi mówimy zdecydowane nie! Amerykanie, zachwyceni sukcesem niemieckiego filmu, sięgnęli po ten sam scenariusz. Zaangażowali dwa duże aktorskie nazwiska – Adriena Brody’ego i Foresta Withakera – oraz reżysera „Prison Break”, Paula Scheuringa. Filmowiec nie popełnił błędów swojego poprzednika i stworzył o wiele ciekawszą i wiarygodną opowieść, opierając się na antagonizmach postaci Travisa (Brody) i Barrisa (Withaker). Wyłaniają się oni jako główni bohaterowie, przypadkowi faceci, którzy stoczą miłą pogawędkę, polubią się, aby w piwnicach Stanford stać się zajadłymi wrogami. Barris jako strażnik przechodzi największą metamorfozę. Z niepewnego siebie dojrzałego mężczyzny mieszkającego z mamą staje się nadzorcą wymyślającym najbardziej wyszukane metody łamania więźniów. „Eksperyment” Scheuringa wychodzi od prostej tezy: człowiek ma wiele wspólnego ze zwierzęciem i jest z natury zły. Początkowe kilka minut filmu ukazuje obrazy atakujących zwierząt. Wędrówkę po zachowaniach fauny rozpoczynamy od much, a kończymy na lwach i słoniach. Każde z nich zabija, walcząc o przetrwanie czy swoją pozycję w stadzie. Czym człowiek różni się od zwierzęcia? Wydawać by się mogło, że świadomością, rozumem i kulturą, ale wszystkie te założenia odchodzą w cień, kiedy sytuacja wymaga od nas przyjęcia odgórnie narzuconych ról. W tym duchu pozostaje cały film, a w finale jedna z osób badanych stawia pytanie: „czy jesteśmy lepsi od małp?”. Pełna optymizmu odpowiedź brzmi: „tak, bo możemy coś z tym zrobić”. Wersja amerykańska przyjmuje moralizatorski ton, ale w większości fabularnych rozwiązań pozostaje bardzo blisko filmu Hirschbiegela. Oba filmy stawiają na efektowne ujęcia, emocjonalne zagrania i jednostkowych bohaterów, za którymi chce się podążać. Wiadomo, że o wiele trudniej opowiada się o zbiorowości, stąd na dużą pochwałę zasługuję najnowszy film „Więzienny eksperyment” Kyle’a Patricka Alvareza. Widać, że ten młody reżyser sięgnął po dokument „Cicha furia: Stanfordzki eksperyment więzienny” Kena Musena i porządnie odrobił psychologiczną lekcję na temat Zimbardo i jego założeń. To właśnie postać profesora wychodzi na pierwszy plan – staje się dowodem uwikłania we własne badania. Przestaje zauważać przekraczanie wszelkich granic etycznych, ustawia się w pozycji władzy i nie potrafi zrezygnować ze swojej mocy zarządzającego eksperymentem i fałszywym więzieniem. Alvarez stara się odtworzyć warunki badania, wchodzi z kamerą między uczestników i wiernie podąża za poszczególnymi wydarzeniami, które miały miejsce w ciągu sześciu dni. Nie sili się na nadmierne szokowanie i przerysowywanie zachowań, co zdecydowanie działa na plus i nie pozwala na ocenę filmu w tej samej kategorii, co dwie poprzednie produkcje. Amerykańskie kino niezależne bez wielkich nazwisk z powodzeniem oddaje poszczególne etapy badania, ale porusza też wiele humanistycznych zagadnień. Reżyser znajduje przestrzeń na rozważania nad silną wolą, zależnością, uzależnieniem zachowania od sytuacji, wpływem autorytetu (pobrzmiewa eksperyment Milgrama) oraz utratą tożsamości. Z dużą mocą wybrzmiewają słowa Zimbardo czy osób badanych, które zaczerpnięte z dokumentu, zostają wplecione w dialogi. Być może „Więzienny eksperyment” nie jest efektowny, a w dobie rozbuchanych i kolorowych wizji światów pełnych superbohaterów przejdzie bez echa, lecz wciąż pozostaje wartościowym filmem o człowieku i jego kondycji. Kino rządzi się swoimi prawami i nie można mieć mu za złe stawianie na zadziwianie i szokowanie widza. Jednak niejednokrotnie udowodniono, że mniej znaczy więcej, a skromnymi środkami udaje się przekazać o bardziej wartościowe prawdy niż hałasem i krzykiem wielkich produkcji. Omówione przeze mnie filmy, mimo wad, stają się ciekawym punktem wyjścia do dyskusji o naturze człowieka, a co więcej, niosą w sobie potencjał psychologicznej lekcji dla każdego widza. W końcu każdy z nas ulega wpływowi autorytetu, jest podatny na konformizm i przyjmuje różne role. Świadomość własnych działań i mechanizmów, które nami rządzą, jest pierwszym krokiem od zwiększenia samoświadomości. A jeśli kino ma nam w tym pomóc, to nie pozostaje nic innego, jak zatopić się w filmowy świat.
Podziel się:Rosyjscy senatorzy opowiedzieli o "tajnych eksperymentach", które zamieniły ukraińskich żołnierzy w "najokrutniejsze potwory" - donoszą propagandowe media. Takie wnioski miałyby wynikać rzekomo z badań krwi wojskowych. "Rosja sięgnęła dna" - komentuje portal "Nexta".Propagandyści przekonują, że "tajne eksperymenty" zamienili ukraińskich żołnierzy w „najokrutniejsze potwory” (EPA, PAP, Dmytro Smolyenko)
Kategoria: XIX wiek Data publikacji: Autor: Przy tekście pracowali także: Anna Winkler (redaktor) Maria Procner (fotoedytor) Po pierwsze nie szkodzić? Hipokratejska zasada nie zawsze przyświecała lekarzom. Pionierzy medycyny, genialni naukowcy i sadystyczni zwyrodnialcy nieraz odkładali etykę na bok, gdy przychodziło do eksperymentowania na ludziach. Ostatecznie czy nie taka jest cena postępu? Motywacje, leżące u podstaw medycznych eksperymentów, zazwyczaj były szlachetne: oczekiwano, że badania pomogą w zrozumieniu ludzkiego organizmu, opracowaniu nowych lekarstw i metod terapii czy też po prostu ratowaniu życia. Nie brakowało jednak również lekarzy, którzy za hasłami o postępie i walce o zdrowie kryli sadystyczną ciekawość. Niezależnie od swoich pobudek ci, którzy wkroczyli na grząski grunt zmieniania swoich pacjentów w króliki doświadczalne, złamali pewne tabu. Którzy posunęli się w tym najdalej? Prace nad chorym towarem Jedną z najbardziej mrocznych kart w historii medycyny zapisali podczas II wojny światowej nazistowscy „lekarze” na czele z Aniołem Śmierci – doktorem Josefem Mengele. Dla niego i jemu podobnych sadystów w kitlach III Rzesza była prawdziwym rajem. Jak relacjonuje Gretchen E. Schafft, badaczka zajmująca się hitlerowskimi Niemcami: „Eksperymentujący na ludziach pseudonaukowcy mogli liczyć na wsparcie instytucji państwowych. Ich pacjentów nazywano «Krankengut», chorym towarem”. Voronzow/domena publiczna Naziści prowadzili w Auschwitz nieludzkie eksperymenty na osadzonych – wykorzystywali do tego również dzieci. W obozach koncentracyjnych „medycy” testowali między innymi sterylizację za pomocą promieniowania roentgenowskiego, sprawdzali działanie wątpliwych leków, prowadzili „badania” nad hipotermią, tyfusem czy malarią i przeprowadzali bestialskie zabiegi chirurgiczne. Za swoje zbrodnie po wojnie zostali postawieni przed trybunałem w Norymberdze. Jednak nie tylko naziści lubowali się w nieludzkich eksperymentach. Szczególne „osiągnięcia” na tym polu mieli również badacze z Rosji – na przykład Ilia Iwanow, profesor biologii z Uniwersytetu Charkowskiego, który snuł wizje międzygatunkowego krzyżowania ludzi i zwierząt. Zobacz również:Co ma człowiek do mikroba? Wspólną historię! Sekretne życie bakteriiTrucizna, lekarstwo, eliksir piękności – oto historia „żywego srebra”Mała bakteria i wielki problem, czyli pięć wieków z kiłą Trucizna doskonała O ile jednak w przypadku Iwanowa nikt poważnie nie ucierpiał, to już eksperymenty prowadzone przez Grigorija Majranowskiego miały bardziej tragiczne konsekwencje. W latach 30. ubiegłego wieku ten toksykolog dostał od Stalina zadanie specjalne. „Oprócz przygotowania skutecznych trucizn miał także stworzyć substancje, które zabijałyby, nie zostawiając śladu w ciele ofiary” – referują Andrzej i Marta Goworscy, publicyści piszący między innymi o naukowcach w ZSRR. Królikami doświadczalnymi radzieckiego badacza zostali więźniowie. Jak opisują autorzy „Naukowców spod czerwonej gwiazdy”: „Kat otrzymywał od Majranowskiego «zamówienie» , zawierające charakterystykę ofiar do pseudonaukowych eksperymentów, na przykład rasę, wiek, stan zdrowia czy tuszę”. Co działo się później z „obiektami” badań? Zwyrodniały naukowiec testował na nich takie trucizny jak strychnina, kurara, cyjanek czy akonityna (jeden z najbardziej zabójczych alkaloidów roślinnych). Kres jego pseudoeksperymentom położył dopiero koniec II wojny światowej. Nie chodziło jednak o to, że zbrodniarza (lub jego mocodawców) ruszyło sumienie. Po prostu w ZSRR przejściowo zniesiono karę śmierci i… zabrakło dla niego skazańców. Co nie oznacza, że przestał zabijać – po prostu robił to poza ścianami laboratorium. Prawdziwy doktor Frankenstein Nie zawsze jednak makabryczne badania były efektem szaleństwa bądź zbrodniczych ciągot prowadzącego je naukowca. Zdarzało się, że lekarze w dobrej wierze zmieniali swoich pacjentów w króliki doświadczalne. A że ci czasem umierali? Cóż, było to wkalkulowane ryzyko… „Chirurdzy nieraz zapuszczali się w ślepe uliczki, (…) dawali się porwać niewczesnej fantazji na długo przedtem, zanim anestezja i sala operacyjna były na nią gotowe” – zauważa Thomas Morris w książce „Sprawy sercowe. Historia serca w jedenastu operacjach”. Tak było choćby w przypadku prac wiktoriańskiego lekarza Charlesa Moora, pioniera leczenia tętniaków aorty. Procedurę, którą opracował, wykonywano jeszcze w latach 40. XX wieku. Polegała ona na wypełnieniu tętniaka zwojem drutu, wokół którego organizm chorego utworzyłby fibrynową otoczkę, „odcinającą zasilanie” krwiaka. Pierwszy pacjent Moore’a przeżył zaledwie cztery dni (do tętniaka wciśnięto mu 25 metrów stalowego drutu), lecz nie zraziło to środowiska medycznego. Jak opisuje Morris: Inni chirurdzy szybko docenili elegancką prostotę zabiegu Moore’a i stosowali go z licznymi modyfikacjami. Zamiast drutu próbowano używać katgutu, jedwabiu i końskiego włosia, a dwaj chirurdzy włoscy wprowadzili nawet do wnętrza tętniaka liczne sprężynki zegarowe, który to eksperyment zakończył się śmiercią pacjenta, gdy kilka z tych sprężynek dostało się do serca. publiczna Charles-Édouard Brown-Séquard podłożył podwaliny pod stworzenie sztucznego krążenia. Igranie ze zdrowiem i życiem chorych opłaciło się za to w przypadku francuskiego fizjologa, Charlesa-Édouarda Browna-Séquarda. Nie zamierzał on bawić się w boga – choć, paradoksalnie, celem jego badań było… przywracanie życia zmarłym! Swój najsłynniejszy eksperyment (na ściętym gilotyną skazańcu) Francuz przeprowadził 18 czerwca 1851 roku. Odczekał, aż ciało przestępcy ogarnie rigor mortis, po czym amputował nieboszczykowi rękę i zaczął wstrzykiwać w nią własną, świeżą krew. „Dwaj przyjaciele, którzy mu towarzyszyli, ciekawi spektaklu, upuścili z żyły lewej ręki Browna-Séquarda jedną trzecią pinty krwi, którą energicznie ubili i przefiltrowali przez gałganek, po czym wstrzyknęli ją w odciętą kończynę” – relacjonuje autor książki „Sprawy sercowe”. Makabryczna metoda zadziałała – mięśnie skazańca przestały być sztywne i zaczęły reagować na bodźce, kładąc podwaliny pod prace nad sztucznym krążeniem, które dziś nieraz ratuje pacjentów kardiochirurgicznych. Dzieciństwo rodem z horroru Eksperymenty na więźniach, skazańcach czy ochotnikach to jedno, zupełnie inną kwestią są jednak badania prowadzone na dzieciach. Poddawanie najmłodszych potencjalnie śmiertelnym procedurom tylko po to, by zaspokoić własną chorą ciekawość bądź przetestować kolejny niesprawdzony pomysł, jest zwyczajnie moralnie złe. Mimo to nie brakowało ludzi, którzy byli gotowi przymknąć oko na etyczne aspekty tego przedsięwzięcia. Już w XIII wieku cesarz Fryderyk II Hohenstauf, zafascynowany rozwojem mowy u maluchów, kazał zamknąć grupę dzieci w odosobnieniu. Chciał w ten sposób odtworzyć język Adama i Ewy, ale jedyne, co osiągnął, to śmierć małych badanych (którzy na dodatek nie wykształcili sobie żadnej metody komunikacji). Cranach Starszy /domena publiczna Cesarz Fryderyk II Hohenstauf przeprowadził tzw. eksperyment deprywacyjny, by odtworzyć mowę Adama i Ewy. Skutek? Badane dzieci zmarły. Nad nieletnimi podopiecznymi pastwił się także logopeda Wendell Johnson, autor osławionego „Monster Study”. W 1939 roku wybrał on 22 sieroty, z których niemal połowa się jąkała. Te zacinające się przy mówieniu badacze zachęcali do ćwiczeń. Natomiast dzieci niemające kłopotów z mówieniem lekarz i jego współpracownica, Mary Tudor, zwyczajnie sterroryzowali. Na skutki nie trzeba było długo czekać. Już po dwóch dniach maluchy zaczęły przejawiać problemy (niektóre całkiem zamilkły). Ze „skutkami ubocznymi” w postaci jąkania nieszczęsne ofiary eksperymentu zmagały się przez wiele lat. Również chirurdzy mają sobie w tym temacie sporo do zarzucenia. Doktor Leonard Bailey w październiku 1984 roku postanowił przeszczepić nowo narodzonej dziewczynce serce pawiana. Mała pacjentka po zabiegu przeżyła niespełna trzy tygodnie, a cała sprawa odbiła się szerokim echem w środowisku medycznym. Skalpel na kłopoty sercowe Na równie chybiony (i opłakany w skutkach) pomysł wpadł w 1948 roku kanadyjski chirurg Gordon Murray. On także zajmował się problemami sercowymi u najmłodszych. Jego podopieczni cierpieli z powodu nieprawidłowości nazywanej kolokwialnie „dziurą w sercu”. To prosta, lecz potencjalnie śmiertelnie groźna wada, którą dziś stosunkowo łatwo się leczy. W połowie ubiegłego wieku lekarze nie mieli jednak dostępu do wnętrza organu, by móc po prostu zaszyć otwór. Doktor Murray postanowił więc załatać ubytek za pomocą tkanki łącznej z uda. Tak opisuje ten zabieg Thomas Morris w książce „Sprawy sercowe”: Za pomocą dużej igły przeciągnął dwa czy trzy paski tego materiału na wskroś serca, od przodu do tyłu, tak że przesłoniły otwór, a następnie mocno je dociągnął (…). Murray nazwał tę technikę żywym szwem, gdyż użytym materiałem nie był jedwab czy ketgut, lecz własna tkanka pacjenta. Sam pomysł był genialny, lecz w praktyce niezadowalający, nigdy bowiem nie dochodziło do całkiem szczelnego zamknięcia otworu. Jedno dziecko zmarło podczas operacji, a stan pozostałej trójki poprawił się tylko nieznacznie. Ojciec milionów dzieci O etycznych kosztach postępu medycznego zrobiło się głośno w kwietniu ubiegłego roku, kiedy władze Nowego Jorku usunęły z Central Parku pomnik pioniera nowoczesnego położnictwa, Jamesa Mariona Simsa. Dlaczego? Przecież nie bez powodu nazywano go „ojcem amerykańskiej ginekologii”. Wypracował rewolucyjną technikę naprawiania przetoki pęcherzowo-pochwowej, co w XIX wieku było stosunkowo częstym powikłaniem poporodowym. I on nie był jednak bez winy. Wprawdzie jako lekarz miał na uwadze przede wszystkim dobro swoich pacjentek, ale jego działania w roli naukowca do dziś budzą grozę. publiczna James Marion Sims przeszedł do historii jako ojciec amerykańskiej ginekologii. Stworzył używane do dziś urządzenie – wziernik ginekologiczny. Zanim bowiem upowszechnił swoją metodę, doskonalił ją na czarnoskórych niewolnicach. Jedną z kobiet zoperował przeszło 30 razy – oczywiście bez znieczulenia. Powszechne było wówczas przekonanie, że Afroamerykanie nie czują bólu, co było lekarzom bardzo na rękę. Wszystko po to, by móc zaoferować „właściwym” pacjentkom najlepszą możliwą opiekę. Nie był to jedyny przykład poświęcania jednostek w imię większego dobra – bo tak najczęściej szaleńcy i wizjonerzy prowadzący kontrowersyjne eksperymenty medyczne tłumaczą swoje postępowanie. Wystarczy wspomnieć Tuskagee i Gwatemalę, gdzie amerykańscy uczeni zarażali obywateli kiłą, czy przypadek z 2016 roku, kiedy to koncern farmaceutyczny testował na pacjentach z Rumunii środki psychotropowe – bez ich zgody! Jednak czy takie postępowanie można w ogóle usprawiedliwić? Zdaniem niektórych – tak, ponieważ bez eksperymentów na ludziach medycyna stałaby w miejscu. Inni uważają jednak, że koszt jest zbyt duży, niezależnie od korzyści. Ostatecznie naczelna zasada tej nauki brzmi: „nie szkodzić”. Bibliografia: Stephen Amidon, Thomas Amidon, Genialna maszyna. Biografia serca, Znak, 2012. Marta i Andrzej, Goworscy, Naukowcy spod czerwonej gwiazdy, PWN 2016. Thomas Morris, Sprawy sercowe. Historia serca w jedenastu operacjach, Wydawnictwo Literackie, 2019. Gretchen E. Schafft, Od rasizmu do ludobójstwa. Antropologia w Trzeciej Rzeszy, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2006. Ings Simon, Stalin i naukowcy, Agora 2017. Jürgen Thorwald, Stulecie chirurgów, Znak 2010. L. Lewis Wall, The medical ethics of Dr J Marion Sims: a fresh look at the historical record, „Journal of Medical Ethics”, 2006/06, 32(6). Zobacz również
film o eksperymentach na ludziach