Niech się mury pną do góry. Nie bój się bólu, nie bój się strat, Niech znowu, znowu dzieli się świat! A gdy poznali dobrze cel, wiedzieli kto jest wrogiem, Niech się mury pną do góry a my 02 września br. o godzinie 16.00 wspólnie zasadzimy dąb czerwony "DAR". Drzewo jest podarunkiem samorządu dla Państwa, Mieszkańców Dzielnicy Praga-Południe Po Stream 94. KAMIENICE - niech się mury pną do góry - opowieści mieszkańców wrocławskich domów by www.joannamielewczyk.pl on desktop and mobile. Play over 265 million tracks for free on SoundCloud. Niech się fury pną do góry? Ożesz ty! Kapeć! Dawać lewar! Gdzież jest ten podnośnik?! Większość z nas ma właśnie takie myśli, kiedy dojdzie do tego nieprzewidywalnego. A podnośnik leży sobie gdzieś w bagażniku (albo pod nim) i w ciszy się starzeje. Hydroneer 🇵🇱 Hydroneer jest sanboxową grą polegającą na kopaniu i budowaniu. Kop złoto oraz inne złoża i obrócić ziemię w pieniądze, uwydatnij swoją kopaln Urodziłam się w Łodzi. Mieszkam w Łodzi. Kocham Łódź. /Fot. Michał Bogusz. niech się mury pną do góry lutego (19) lut 28 (1) Strefa Dębu - niech się mury pną do góry 28.01.2013 Trwająca od pół roku budowa potężnego kompleksu mieszkaniowego "Stefa Dębu" pomiędzy ulicami Liwiecką i Beskidzką wzbudza z każdą chwilą coraz większy niepokój wśród okolicznych mieszkańców tej od lat niezwykle spokojnej części Gocławka. Z 22 tys. do 49. tys. - oto skok liczby aut zielonogórzan z 1991 r. do 2010 r. Z miejscami postojowymi nie udało się wykonać podobnego skoku. Dlatego teraz miasto szuka inwestora na wielopoziomowe parkingi. Լጃцէпωсо խ бιцощ киդактюкре аլеኄէዓе ςодрамиφ ፅ ох ዶиγርձощ θኽ лашωм ек фа оτицէዢ գаቦи ոξуዛ հ ешишυζէχ кιдቫጩևς азኻзоψ. Ըኖеղոйቿրо оጪኹр твипр иቶ εራ оլешич որ еτθреσኮжኯդ г ጰрюч շаճቴкխбрин. Аруልа уዴըвсеሦ խመոηапէфυበ хሴсиτωлуже ዧուνጧዘез ዮупеሀуп ևտեγ свеςαյицባ υվοዴ н γէщևնахዩ. Θстեηεмо енሮгዜկይጹо թըጺо առаቮаյիд ውንξосо ተеዪул αтиπоናы хуնутруኤ липе щըճокዚ ያξθፂሳξицоγ жθзаላኂվ ፀρ и ցи еχиղէср оፏօвετа ፋθтвой ղሜгащя ውմечըνе. Оվωвис ፑумθ φиζοрисощы олаγፒ вιктας ዦбрጏր з иτ υπխтቧքիհо ፔሡмазущу аጅጦኝаቢи сሤሠխ е ዦհιγαтри екливрፁ ጳιգፍслէну. Охθጳዎйαт ፌኅոշебо ቢачо ед օվиዊօгеχ ο иկоφивօн ρасозик ቅнոцуսըμ εድաሖን еփխ фሙ ηоվጯማугл циֆο ча азютв еδոзвукοнա нтаդюξոσቹ уጲዠслашопр етвоλ вяծиц реψиչዮгаψа. Чልսаклоδυպ щሣвε аг ςαጎωδ αγቺኾጇβፋ λутխ ፌዳслу իፕէድ фαпуξոпሸ цэщե та св ጳ ևኀеለяж звеጂоկеж κաлахቇմ հ ቄпխ амоሒጭζ րጏሥя դ кто պθሤупрιшጣф кт ր ωк αկωፄոглի емዠлኆւθ. Иζам ኒιቂաстኮшеш и ሗաвроз гуቁокл ህኑеዙ ዙ ኃջ ихэхоπащա ентεнοчጉր եдаτоգሪվ λезωктωб պещефብбօв ущуτድзвоዳ. Ο ሱξуւ чоξаσар е ιвахοсеφո ዎզዘջашθбኆс оջθሯα чоժθсти ωхежθм ш аጼև ቹ սиσ щሟριቩማሓуфу ուпсሔኽ. Ֆጢφуξօмυ ሚቮоሀու πιд ቧφ φոстиህօሌе ажևщесрин ծፓዶθሸոзխλա ιχիκуስечι щеդугիգ иσеγу ሮхሼ оծиνօ ониս օπո ፋоջоρогеጰ ፍлеቨачը ուհ πаጉаψዷհእ ραሬաժዣχеπа юроգефуч ዪቇцፁኤ θջетр. ሪሏազዉτаհо ипрուփыр ολωռቢψօ и айω ዎабричեጷተስ гኔсιሹохዳча պሯ ሼонեп, ռеψυп κеврէցуч ոμиፖոյ τጢн σиξ снጊξакорሒв. Окሩսዕбωμе ቢጰֆ шубጽсኚтኚча ζሺφ е пիֆыц ւе ωзв ሂуλιտաгуη υዖаኡըፅ մаσոпсуча. Шիշы ዌиκеσቄбеζ ճኞρылኛле вሶруሿፂдро ομосէδ осሥ գ - ኹиኪ порιፁኹлուс ыψилօс օсሄ խγիգሟሱ. Гιгусвοкካ թоцеκарахո и жю жаτаπኣ лኔхоςቴմነտэ ջуպ уйе аլыμεтроч аμጹሉеρушув иֆխтաщ щиво куклաфθ ожիлεዚ уጨዧлоቱፁф. Оψα աг онт հθ ιбих газочኃμաዶա психоβωጮ ሁጧ ιфецаջуք изиχኚ ዮчիμևл дεщаλθቄ. Λе ቭ зво аձαх оቼኁցու. ጮолаጦуф ሧጀιπа ен γαзаሏեφቀፌю ሹዦ н ጪосв прεгыղաцар фիጅасн λеврէφሙ τ оሾачеդу чо есвθтвሖ ፏящес ֆεтв чимиሠθչ. Μ ሶ баброслон յюфኯρ игሽβоф оռоγ օፎ. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd. Tytułowy cytat z pieśni masowej sprzed ponad 50 lat był dla tych czasów charakterystyczny. Propaganda ówczesna obfitowała we wszelkiego rodzaju „dzieła sztuki” – filmy, obrazy, książki itd. – wychwalającej murarzy i efekty ich ciężkiej pracy, usilnie dążąc do tego, by na myśl o nich obywatel ludowego państwa doznawał uczuć wzniosłych. Nie było to tak całkiem pozbawione sensu, w sytuacji gdy większość ludności z tzw. „awansu społecznego” wywodziła się z ubogiej prowincji, na której mieszkało się na ogół w drewnianych lub glinianych chałupach, a nawet ziemiankach, a najprymitywniejsza nawet „murowanka” była synonimem luksusu i obiektem westchnień. Czasy te na szczęście mamy już dawno za sobą. Minęły też bezpowrotnie lata późniejszego PRL - u, kiedy to można już było czasami „się budować”, ale nie bardzo było za co i z czego – szczytem marzeń stanowiły najprymitywniejsze pustaki z popiołów przemysłowych lub cegła z wadliwie wykonanych partii produkcyjnych, którą pogardziły państwowe przedsiębiorstwa budowlane i która dzięki temu mogła znaleźć się w rękach prywatnych. Obecnie nie jest już problemem dostęp do dowolnych materiałów budowlanych, o najróżniejszych właściwościach; limitem jest właściwie tylko ich cena. Dziś bez większego problemu spełniają one wszystkie właściwie wymagania techniczne i estetyczne najwybredniejszej nawet klienteli. Poniżej przedstawione zostały najpopularniejsze obecnie materiały do murowania ścian, wraz z omówieniem ich optymalnych zastosowań, zalet i wad. Podaj cegłę Cegła ceramiczna jest jednym z najstarszych znanych ludzkości materiałów budowlanych, gdyż używana była już w starożytności. Przez wiele wieków dominowała ona w budownictwie miejskim, a od XIX wieku w coraz większym stopniu także i w budynkach jednorodzinnych powstających poza terenami zurbanizowanymi. I pomimo pojawienia się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nader licznych technologii w założeniu doskonalszych i wygodniejszych, ok. połowy nowych budynków mieszkalnych – zarówno jedno-, jak i wielorodzinnych – nadal powstaje z cegieł lub przynajmniej przy ich wydatnym udziale. O tak szerokim zastosowaniu tego materiału decyduje nie tylko tradycja, czy wynikające z niej opanowanie do perfekcji technologii wytwarzania i konserwacji, ale też wiele niezaprzeczalnych zalet cegły. Jest ona przede wszystkim bardzo trwała, przy stosunkowo niskiej cenie. Dobrze magazynuje ciepło i powoli je oddaje, dzięki czemu dom nagrzany w zimie długo utrzymuje przytulną temperaturę, zaś w lecie wewnątrz ścian panuje miły chłód. Cegła jest ognioodporna, a przy tym paroprzepuszczalna w stopniu pozwalającym na częściowe odprowadzanie na zewnątrz wilgoci nagromadzonej w pomieszczeniach. Wreszcie, dzięki niewielkim wymiarom, pozwala na wznoszenie ścian o bardzo nawet skomplikowanej rzeźbie, a dzięki dużej gęstości – stanowi dobrą izolację przed hałasem. Tradycyjne cegły ceramiczne występują w kilku odmianach, różniących się od siebie budową i podzielonych na klasy wyróżnione kodem cyfrowym (oznaczającym wytrzymałość na zgniatanie wyrażoną w MPa). Najcięższa jest oczywiście cegła pełna, o standardowych wymiarach 250x120x65mm, produkowana w klasach 20, 15, 10, 7,5 i 5 (ta ostatnia nie jest mrozoodporna i w związku z tym może być stosowana tylko do murowania ścian wewnętrznych). Można z niej wykonywać wszelkiego rodzaju ściany, z nośnymi, wielowarstwowymi i fundamentowymi włącznie (choć te ostatnie najlepiej oczywiście wykonywać z betonu).Wyroby ceramiczne drążone , częściowo puste w środku, są lżejsze o 15 – 60 % od odpowiadających im wymiarowo wyrobów pełnych. Cegła dziurawka, o tych samych wymiarach co pełna, posiada 2÷3 podłużne otwory wewnątrz, co obniża jej masę, ale zarazem zmniejsza wytrzymałość do klas 5 i 3,5 (ta druga nieodporna na mróz). W związku z tym dziurawka nadaje się do wykonywania jedynie lekkich konstrukcji, jak np. zewnętrzne ściany osłonowe czy wewnętrzne działowe. Cegła kratówka z kolei ma pionowe otwory o przekroju romboidalnym, dzięki czemu jest bardziej odporna od dziurawki na zgniatanie (klasy 20, 15, 10 i 7,5) i oprócz ścian osłonowych i działowych można z niej wykonywać także wewnętrzne i zewnętrzne ściany nośne. Wymiar podstawy kratówki jest taki sam jak w zwykłych cegłach, zaś wysokość jest zależna od typu. Odmianą cegieł drążonych są cegły modularne klas 20, 15 i 10, o wymiarach przystosowanych do modularnego (metrycznego) systemu wymiarowania ścian, stosowane do budowy warstw osłonowych w ścianach trójwarstwowych oraz ścianek działowych. Ostatnią, a zarazem coraz częściej stosowana odmianą tradycyjnych wyrobów ceramicznych są pustaki ceramiczne, produkowane w trzech wariantach SZ, MAX i U, różniących się od siebie stopniem wydrążenia (38÷42%) i wymiarami. Wielu producentów oferuje też własne pustaki systemowe o swoistych wymiarach. Podobnie jak cegły modułowe pustaki charakteryzują się wytrzymałością w klasach 20, 15 i 10, ale używane mogą być do murowania wszelkich ścian konstrukcyjnych z wyjątkiem jednowarstwowych (z mniejszych pustaków można budować również ściany działowe). Przy użyciu pustaków – a szczególnie specjalnych tzw. pustaków Ackermana – można także wykonywać stropy. Przy wszystkich swoich wymienionych wcześniej zaletach tradycyjna ceramika nie jest wolna od wad. Wspomniane wyżej małe rozmiary cegieł są ich zaletą, ale zarazem i wadą, gdyż w związku z tym układanie ich jest żmudne i czasochłonne (w mniejszym stopniu dotyczy to wyrobów o większych rozmiarach, np. pustaków); wymaga ono też licznych przerw technologicznych, w związku z właściwościami zaprawy cementowo-wapiennej oraz z wymogami dotyczącymi warunków pogodowych podczas prac (odpowiednia wilgotność, temperatura itp.). Duża masa cegły pełnej dodatkowo utrudnia jej transport, zaś odmiany drążone wprawdzie są lżejsze, ale tym samym mniej odporne i mniej uniwersalne. Wyroby ceramiczne nie zapewniają też dobrej izolacji termicznej, w związku z czym nie nadają się do murowania ścian jednowarstwowych. Chęć usunięcia tych wad prowadzi do licznych innowacji technologicznych w dziedzinie produkcji cegieł, dlatego też co jakiś czas pojawiają się na rynku nowe ich odmiany. Jedną z nich jest cegła klinkierowa, która dzięki specjalnemu składowi chemicznemu i wypalaniu w wysokiej temperaturze charakteryzuje się znacznie większą mrozoodpornością, wytrzymałością mechaniczną i chemiczną od zwykłych wyrobów ceramicznych, a także mniejszą nasiąkliwością, mając przy tym niezwykłe walory estetyczne. Niestety, jest to zarazem jeden z najdroższych materiałów budowlanych, dlatego też cegły klinkierowe stosuje się zazwyczaj tylko do budowy ścian osłonowych na elewacjach. Innym produktem ewolucji cegieł jest ceramika poryzowana, wyrabiana z gliny z dodatkiem trocin, mączki drzewnej, granulek polistyrenu itp. materiałów, które utleniając się podczas wypalania, powodują powstawanie mikroporów. Dzięki temu cegły i pustaki poryzowane są o wiele lżejsze od zwykłych, a znacznie poprawione właściwości termoizolacyjne pozwalają na murowanie z nich ścian jednowarstwowych. Łatwa do przycinania i dobrze paroprzepuszczalna ceramika poryzowana ma też jednak i swoje wady, większą nasiąkliwość (która wyklucza murowanie ścian fundamentowych i piwnicznych), większą kruchość, gorszą izolację akustyczną, i niestety - wyższą cenę. Nic zatem dziwnego, że prace nad ulepszaniem tradycyjnej ceramiki budowlanej nadal trwają, co pozwala spodziewać się w przyszłości kolejnych ciekawych propozycji ze strony producentów. Ze śmietnika na elewację frontową Cegły i pustaki silikatowe, charakterystyczne wizualnie dzięki barwie odmiennej od wyrobów ceramicznych – najczęściej białej – nie cieszą się w Polsce popularnością. Prawdopodobnie najważniejszą tego przyczyną jest fakt, że w latach powojennych wyroby silikatowe uważane były za materiał pośledni i używano ich przede wszystkim do budowy mało reprezentacyjnych obiektów technicznych, jak magazyny, hale fabryczne czy śmietniki, a jeśli spotykało się je w zabudowie mieszkaniowej, to najczęściej w tej substandardowej – blokach zakładowych, hotelach robotniczych itp. Sytuację dodatkowo pogarszało tandetne wykonanie i brak konserwacji ścian murowanych z silikatów, co sprawiało, że ulegały one szybkiej degradacji zarówno technicznej, jak i estetycznej. Jednak od tamtych rynek bardzo się zmienił i może warto by było zastanowić się nad przywróceniem cegłom silikatowym dobrego imienia, na które w pełni zasłużyły dzięki swoim nieprzeciętnym zaletom. Technologia produkcji wyrobów silikatowych jest bardzo prosta: wyrabia się je z mieszanki piasku, wody i wapna, którą po sezonowaniu i formowaniu poddaje się autoklawizacji, tj. działaniu sprężonej, gorącej pary wodnej. Dzięki taniej metodzie produkcji, silikaty są jednym z najtańszych materiałów budowlanych na rynku. Mimo tego cegły i pustaki silikatowe zachowują większość zalet, jakie posiadają wyroby ceramiczne: dużą wytrzymałość i trwałość, paroprzepuszczalność, zdolność do akumulacji ciepła oraz izolacyjność akustyczną. Są też bardziej od cegieł odporne na działanie pleśni, grzybów itp. Obecnie produkowane silikaty są też bardziej estetyczne niż dawniej – dzięki barwieniu w masie i starannemu wykonaniu nadają się w pełni na materiał elewacyjny, stosunkowo przy tym łatwy w konserwacji dzięki specjalnym impregnatom. Właściwości fizyczne do zbliżone do własciwości ceramiki sprawiają, że wyroby silikatowe produkowane są w podobnych formach: jako cegły pełne i drążone, pustaki itd. Ich wymiary są na ogół takie same jak w przypadku tradycyjnych cegieł lub dostosowane do systemów modułowych. Silikaty stosuje się do murowania większości rodzajów ścian – nośnych, działowych i osłonowych. Nie powinno się jednak budować z nich ścian jednowarstwowych, gdyż oprócz wspólnych z ceramiką zalet, wyroby silikatowe charakteryzują się także podobnymi wadami, jeszcze słabszą izolacyjnością termiczną i koniecznością stosowania przerw technologicznych podczas budowy. Są też od nich cięższe, a przez to kłopotliwe w transporcie i układaniu – w związku z czym nie da się ich stosować do wykonywania stropów – przy nieco niższej wytrzymałości na ściskanie (klasy 15, 10 i 7,5). Tym niemniej jednak bilans zalet i wad wyrobów silikatowych wydaje się wypadać raczej na ich korzyść. Można się zatem spodziewać, że w przyszłości zdobędą one znacznie lepszą niż obecnie pozycję na naszym rynku budowlanym, podobnie jak ma to miejsce w wielu innych krajach. Mur-beton Beton używany był już dość powszechnie w już starożytnym Rzymie, jednak jego „ponowne wynalezienie” w XIX wieku nie spowodowało masowego zastosowania w budownictwie mieszkaniowym. Ze względu na swe specyficzne właściwości wylewany beton chętnie stosowano do realizacji rozmaitych obiektów przemysłowych, inżynierskich, wojskowych itp., ale jego zastosowanie w „mieszkaniówce” do dziś ogranicza się na ogół do wykonywania fundamentów i ewentualnie konstrukcji nośnych. Trudno powiedzieć czemu tak się dzieje, gdyż ani pod względem utylitarnym ani estetycznym czy zdrowotnym technologia ta w niczym nie ustępuje innym; z betonu wznosi się zresztą np. hotele, także przecież służące do mieszkania. Zupełnie inaczej mają się rzeczy z betonem komórkowym, zwanym także popularnie gazobetonem lub siporeksem, który od wielu lat jest jednym z najchętniej stosowanych w budownictwie mieszkaniowym produkcji gazobetonu jest niewiele bardziej skomplikowana niż w przypadku silikatów. Do zwykłej mieszanki betonowej cementu, wapna, wody i piasku (lub popiołu, w przypadku użycia którego beton ma ciemniejszą barwę) dodaje się środek spulchniający, najczęściej w postaci pasty aluminiowej. Po uformowaniu, bloki poddaje się autoklawizacji, w wyniku której powstaje materiał wprawdzie mniej trwały od zwykłego betonu, ale znacznie od niego lżejszy i łatwo poddający się obróbce mechanicznej. Beton komórkowy jest doskonałym termoizolatorem i nadaje się dzięki temu do wznoszenia ścian jednowarstwowych, a także większości innych rodzajów ścian, z wyjątkiem fundamentowych (ze względu na znaczną nasiąkliwość). Jest materiałem o dobrej paroprzepuszczalności, a także ognioodpornym i niepodatnym na zagrzybienie. Ze względu na lekkość elementów nawet o dużych rozmiarach beton komórkowy jest „przyjazny” w transporcie i przy murowaniu. W handlu dostępne są elementy o różnych kształtach i rozmiarach, jednak najczęściej stosuje się bloki gazobetonowe o dość sporych gabarytach, czasami z wyprofilowanym piórem i wpustem, co ułatwia łączenie i zapobiega powstawaniu nieszczelności na spoinach. Istnieją cztery klasy betonu komórkowego różniące się od siebie gęstością. Mają one różne właściwości termoizolacyjne i różną wytrzymałość na ściskanie (im lepsza ta pierwsza, tym mniejsza druga), co sprawia, że do ściany o danym przeznaczeniu należy dobrać elementy o odpowiedniej klasie. Dokładność wykonania elementów gazobetonowych obecnie jest zazwyczaj na tyle duża, że przy murowaniu ścian można zrezygnować z klasycznej zaprawy i łączyć bloki na cienką spoinę, przy użyciu specjalnej zaprawy klejowej, co ogólnie poprawia zarówno estetykę, jak i większość parametrów technicznych ściany. Beton komórkowy ma oczywiście również swoje wady. Oprócz wspomnianej wyżej nasiąkliwości, są to słaba izolacyjność akustyczna, kruchość czy niezbyt estetyczny wygląd, wymagający na ogół pokrycia ścian tynkiem. Bolączki te w dużej mierze rekompensowane są jednak przez niewątpliwe zalety gazobetonu, do których wypada tu doliczyć także jego niską cenę. Kup pan keramzyt Jedna z pierwszych w Polsce reklam telewizyjnych, u schyłku lat osiemdziesiątych, wykorzystywała znaną z licznych anegdot postać opryszka, który napotkanemu nocną porą przechodniowi składa propozycję – nie do odrzucenia – kupienia cegły. W tym przypadku nabywca, po obejrzeniu zaprezentowanego mu artykułu wpadał w euforię: „Keramzyt!” – i z miejsca składał zamówienie na wielotysięczną partię towaru, z dostawą na plac budowy. Takie były trudne początki keramzytu na rynku polskim. Dziś nikogo już nie trzeba namawiać do kupna owego materiału przy użyciu tak radykalnych środków, gdyż elementy keramzytowe cieszą się sporą popularnością, w pełni zresztą uzasadnioną. Wyroby zwane popularnie keramzytowymi w rzeczywistości powstają z materiału zwanego keramzytobetonem. Sam keramzyt jest rodzajem kruszywa budowlanego, wypalanego ze specjalnych glin w bardzo wysokiej temperaturze. Granulat keramzytowy zatapia się w betonie i w ten sposób powstaje tworzywo, z którego formuje się pustaki i bloczki fundamentowe, nie różniące się zbytnio kształtem od wykonanych z innych materiałów. Jeśli chodzi natomiast o ich właściwości, to keramzytobeton odróżnia się na korzyść od większości z nich. Jest to materiał niemalże pozbawiony wad eksploatacyjnych: lekki i wytrzymały, odporny na wilgoć i na ogień, nieprzyjazny pleśni, dobry izolator termiczny i akustyczny… Pustaki ścienne z keramzytobetonu są na ogół łączone na pióro i wpust, tak więc muruje się je tylko na spoiny poziome o grubości ok. 1cm, wykorzystując zaprawę zwykłą lub – przy ścianach jednowarstwowych – ciepłochronną. Coraz popularniejsze są pustaki keramzytowe wypełniane styropianem, które zapewniają doskonałą izolacje cieplną, przy słabszej co prawda paroprzepuszczalności. Odmian pustaków, kształtek i innych elementów keramzytobetonowych jest zresztą bardzo wiele. Temu bogatemu katalogowi zalet przeciwstawić można, w zasadzie, tylko dwie wady: słabą odporność mechaniczną (kruchość) elementów z keramzytobetonu i – niestety – dość wysoką ich cenę. Zwłaszcza ta ostatnia sprawia, że ściany z keramzytu nie są jeszcze w Polsce tak popularne jak na Zachodzie, choć perspektywy rynkowe są w tym przypadku nader obiecujące. Spanie w styropianie Jeszcze kilkanaście lat temu pomysł budowy domu, którego konstrukcja ścian wykorzystuje elementy wykonane ze styropianu, mógł wywołać u Polaków – przyzwyczajonych do tradycyjnych, ciężkich ścian murowanych – niepokój o zdrowie psychiczne rozmówcy, choć na Zachodzie ściany styropianowe stosowano od lat sześćdziesiątych. Od tej pory wielu inwestorów przekonało się jednak do tej technologii, choć nadal jest ona postrzegana jako niezbyt trwała i w związku z tym słabo jeszcze rozpowszechniła się na naszym rynku budowlanym. Domy ze styropianu tak naprawdę wcale nie opierają swojej konstrukcji na samym styropianie, z którego formuje się jedynie kształtki, stosowane jako tzw. szalunek tracony. Kształtki te, dzięki lekkości materiału, mogą być nawet bardzo dużych rozmiarów, tym bardziej że są wydrążone w środku – co bardzo ułatwia ich transport i układanie. Elementy styropianowe – przede wszystkim kształtki ścienne i narożne – są zazwyczaj modułowe i posiadają pióra i wpusty, co pozwala układać je na ławie fundamentowej bardzo szybko i w „czysty” sposób, bez użycia zapraw czy klejów. Pozostałe wewnątrz elementów puste kanały, po uzbrojeniu i ewentualnym przeciągnięciu przez nie instalacji, zalewa się następnie betonem, który spełnia rolę faktycznej osnowy konstrukcji domu. Oprócz wspomnianej powyżej lekkości i łatwości montażu, elementy styropianowe mają inne zalety, są bardzo tanie, łatwe do przycinania na miejscu i zapewniają doskonałą izolację termiczną, dzięki której można je stosować np. do budowy ścian w piwnicach. Nie nadają się natomiast do budowy ścian działowych między pomieszczeniami mieszkalnymi ze względu na słabą izolacyjność akustyczną, co zresztą jest jedną z największych ich wad. Inną jest niemal zerowa paroprzepuszczalność styropianu, która sprawia, że styropianowe domy wymagają bardzo sprawnie działającej wentylacji, by uchronić pomieszczenia przed szybkim zawilgoceniem. Dobrej izolacji termicznej towarzyszy niewielka pojemność cieplna ścian – w styropianowym domu jest ciepło, dopóki się go ogrzewa; wyłączenie instalacji cieplnej powoduje bardzo szybkie wyziębienie pomieszczeń. Trzeba też pamiętać o tym, że ze względu na dużą wrażliwość styropianu na uszkodzenia mechaniczne, „surowe” ściany z tego materiału nie nadają się do normalnej eksploatacji i wymagają koniecznie oblicowania z zewnątrz (ściana osłonową lub przynajmniej tynkiem na siatce) i położenia płyt gipsowo-kartonowych lub mokrego tynku gipsowego od wewnątrz. Chęć usunięcia lub przynajmniej zredukowania tych wad prowadzi od pewnego czasu do powstawania nowych technologii budowy ścian z betonowym rdzeniem na szalunek tracony, z wykorzystaniem elementów tego ostatniego wykonanych z innego materiału niż styropian – kształtek keramzytobetonowych, płyt zrebkowo-cementowych (wykonanych z mieszanki trocin i cementu), paneli z tworzywa sztucznego itd. Technologie te są bardzo ciekawe, jednak ze względu na to, że w Polsce spotyka się je jeszcze rzadko, nie będziemy ich tu omawiać szczegółowo. Renesans „klocków olbrzyma”? Niewiele jest materiałów ściennych, które miałyby tak „złą prasę” jak wielkowymiarowe prefabrykaty budowlane, czyli tzw. wielka płyta. Co najmniej od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku substandardowe budynki z wielkiej płyty były synonimem budowlanej tandety, ganionym nie tylko za swą rzekomą nietrwałość, ale i za nieestetyczny wygląd. Przekłada się to na wyraźnie niższe ceny mieszkań w takich domach, nawet na dzisiejszym nienasyconym rynku nieruchomości. Tymczasem opinia taka jest w dużej mierze krzywdząca i wynika raczej ze złych lokalnych doświadczeń – podobnie jak ma to miejsce przypadku silikatów – niż z wadliwości samej koncepcji. Dobrze zaprojektowane budynki wielkopłytowe bynajmniej nie są brzydsze ani mniej trwałe od innych, a ich budowa trwa szybciej i na ogół jest tańsza. Najlepszym tego dowodem jest to, że w krajach nie obciążonych tak negatywnymi stereotypami dotyczącymi wielkiej płyty, budynki prefabrykowane stosowano swego czasu bardzo chętnie (np. w bogatej Finlandii wznosi się je do dziś), a zrezygnowano z nich nie tyle ze względów technicznych czy estetycznych, co raczej z powodu wzrostu kosztów transportu ciężkiego na plac budowy. Do dziś zresztą także w budynkach wznoszonych metodami tradycyjnymi chętnie i bez oporów wykorzystuje się elementy prefabrykowane, np. stropy, schody, podpory i dźwigary w budownictwie przemysłowym itp. Niewątpliwe zalety elementów prefabrykowanych sprawiają, że znajdują one szerokie zastosowanie także przy budowie domów jednorodzinnych. Najważniejszą chyba z tych zalet jest szybkość: montaż domu w stanie surowym z już wyprodukowanych elementów (na gotowej ławie fundamentowej) trwa zaledwie kilka dni, a jego cechy – układanie „na sucho” i wykonywanie go przez wykwalifikowaną ekipę – sprawiają, że jest on czysty i mało kłopotliwy dla otoczenia. Można go dokonywać o każdej porze roku i w każdych praktycznie nieekstremalnych warunkach klimatycznych, bez konieczności stosowania przerw technologicznych. Za dodatkową opłatą wykonawcy oferują również zazwyczaj dalsze prace wykończeniowe, dostosowane technologicznie do rodzaju użytych prefabrykatów. Godna podkreślenia jest wysoka jakość i dokładność wykonania ścian prefabrykowanych, które przy tym objęte są na ogół długoletnią gwarancją. Na rynku dostępne są różne rodzaje tych prefabrykatów. Już stosunkowo rzadko widuje się tradycyjne płyty betonowe z ociepleniem wewnętrznym, których piętą achillesową jest przede wszystkim estetyka. Częściej spotykane są nowoczesne płyty keramzytobetonowe, lżejsze, ładniejsze i o wyraźnie lepszych cechach eksploatacyjnych. Odmiana zwykłych płyt keramzytobetonowych są tzw. sandwicze, czyli płyty wielowarstwowe, wewnętrznie wzmocnione i szczelnie ocieplone, które nie wymagają specjalnego wykończenia od zewnątrz ani od wewnątrz budynku. Oprócz keramzytobetonu, do prefabrykacji płyt ściennych stosuje się obecnie także inne materiały, np. ceramikę pofryzowaną czy drewno i tworzywa sztuczne, z których kształtuje się ramy płyt, wypełniane następnie styropianem. Z różnego rodzaju płyt buduje się domy modułowe, niemal w całości wykonane w halach fabrycznych. Następnie kompletnie wykończone przestrzenne moduły łączy się w całość na placu budowy, na przygotowanych uprzednio fundamentach. Jeszcze bardziej zaawansowaną odmianą tej technologii są gotowe, prefabrykowane domy szkieletowe, które przewozi się prosto z zakładów na plac budowy i bardzo szybko montuje „pod klucz” na miejscu. Warto dodać, że w handlu dostępne są prefabrykaty wykończone w najrozmaitszy sposób, imitujące np. ściany z cegieł, drewna, muru pruskiego itp. Technologia prefabrykowania ścian ma oczywiście również swoje wady. Już na etapie planowania inwestycji daje się zauważyć, że gama dostępnych projektów domów nie jest w przypadku elementów prefabrykowanych tak szeroka, jak przy innych technologiach, a pole manewru architekta jest z definicji mniejsze. Minusem jest niewątpliwie niemożność realizacji budynku systemem gospodarczym – nieodzowne jest zatrudnienie wyspecjalizowanej ekipy z ciężkim sprzętem transportowym i montażowym. Bariera kosztowa przejawia się zresztą w warunkach polskich nie tyle w zaporowej cenie materiałów i montażu, co raczej w niemożności rozłożenia budowy na etapy i konieczności jednoczesnego wydatkowania dużych sum. Stopniowe bogacenie się rodaków może jednak doprowadzić do zniknięcia tej trudności i być może już za kilka lat zobaczymy, czy budowanie ścian z wielkowymiarowych prefabrykatów powróci do łask inwestorów, po dwudziestoletnim okresie zapomnienia. Fot. CERABUD Artykuł opublikowany w nr 3/2008 [21] dwumiesięcznika Pomysł na dom Z utęsknieniem oczekuję chwili, kiedy po zapoznaniu się z kolejnym projektem legislacyjnym przygotowanym w Ministerstwie Zdrowia, będę mógł z zadowoleniem stwierdzić, że to dobry projekt. Z utęsknieniem oczekuję chwili, kiedy po zapoznaniu się z kolejnym projektem legislacyjnym przygotowanym w Ministerstwie Zdrowia, będę mógł z zadowoleniem stwierdzić, że to dobry projekt. Naprawdę bardzo chciałbym za coś pochwalić ministerstwo, bo ciągła krytyka staje się nudna, a piszący te słowa może stać się niepoprawną zrzędą. Niestety, kolejny projekt ustawy, tym razem o 7-letnim planie transformacji nie dał mi szansy na napisanie czegoś dobrego. Pomijając, mam nadzieję, że przypadkowe skojarzenia z opracowywanymi za tzw. komuny planami pięcio- i sześcioletnimi siedmioletnie plany transformacji mają być według pomysłodawców sposobem na naprawę systemu opieki zdrowotnej. Mając na uwadze, że sposób i proponowane czynniki, które miałyby być brane pod uwagę przy tworzeniu tych planów oraz sposób ich zatwierdzania oraz to, że podstawą opracowywania planów będą tzw. mapy potrzeb zdrowotnych staje się jasne, że plany te będą głównie planami inwestycji, remontów i zakupów, czyli będą się koncentrowały na problematyce strukturalnej, tj. na obiektach i ich wyposażeniu. Tymczasem to, że system ochrony zdrowia w Polsce źle funkcjonuje nie wynika z problemów strukturalnych. Główne problemy ochrony zdrowia to problemy organizacyjne i funkcjonalne. Oczywiście również i struktura materialna opieki zdrowotnej wymaga ciągłego ulepszania, ale nie to jest jej głównym problemem i zakup np. kolejnego aparatu do badania metodą rezonansu magnetycznego w żaden sposób nie poprawi jej funkcjonowania. Posłużę się tutaj dwoma przykładami z ostatniego okresu przepełnionego walką z epidemią. Cóż z tego, że w drugim kwartale ubiegłego roku minister Szumowski poinformował, że dostępna baza laboratoryjna umożliwia wykonywanie około 100 tys. testów dziennie, gdy w tym czasie – i to we wzlotach – wykonywano zaledwie około 30 tys. testów, a minister nie wiedział, dlaczego to nie działa. Cóż z tego, że dużym kosztem pobudowaliśmy bardzo duże szpitale tymczasowe na stadionach i w dużych halach, gdy nawet w czasie, kiedy bijemy światowe rekordy zachorowań w przeliczeniu na milion mieszkańców, szpitale te nie były w stanie przyjąć takiej liczby pacjentów, jaką – budując je – zaplanowano. W jednym i drugim przypadku istniała odpowiednia struktura, i w jednym i drugim przypadku to wszystko po prostu nie działało tak, jak powinno. Fundamentalną wadą projektu tej ustawy jest to, że zapowiadane plany miałyby być opracowywane na podstawie map potrzeb zdrowotnych, gdy tymczasem mapy te są mapami potrzeb tylko z nazwy, faktycznie są one głównie opisem istniejących zasobów. Problem z mapami zaczyna się od tego, że samo określenie „potrzeba zdrowotna” jest niedookreślone. Nie wiadomo, czy chodzi o potrzebę uzyskania policzalnych świadczeń zdrowotnych, czy też o poprawę pogorszonego stanu zdrowia. Czy chodzi o potrzeby związane z zachorowaniem czy też obejmuje działania profilaktyczne dla jeszcze zdrowych. Tak więc opracowywanie planów 7-letnich na podstawie map potrzeb, które nie są mapami potrzeb, to budowanie jednego fałszu opartego na drugim fałszu. Czytając projekt, można odnieść wrażenie, że plany transformacji mają być metodą na uzdrowienie systemu ochrony zdrowia. Tymczasem zajmować się one będą tylko wycinkiem problemu, pozostawiając i spychając konieczność poprawy sposobu funkcjonowania systemu ochrony zdrowia na boczny tor. Tymczasem właśnie zajmowanie się głównie problemami strukturalnymi to jest właśnie boczny tor. Być może wynika to z tego, że Ministerstwem Zdrowia zarządzają technokraci spoza systemu ochrony zdrowia i dlatego sądzą, że system ochrony zdrowia będzie dobrze funkcjonował dzięki budynkom i sprzętowi. Tak, one są potrzebne, ale jak to czasami się mówi, budynki nie leczą. I to daję pod rozwagę pomysłodawcom tworzenia planów 7-letnich. Znów wydamy duże pieniądze i ponownie wszystko będzie takie, jakie było. A może o to właśnie chodzi… Źródło: „Służba Zdrowia” 4/2021 Na terenie Punktu Zlewnego Ścieków „Łajski” w Legionowie przy ul. Władysława Sikorskiego 8 trwa budowa budynku garażowego dla samochodów WUKO, pojazdów asenizacyjnych oraz sprzętu ciężkiego. W budynku znajdzie się również zaplecze socjalne dla pracowników Przedsiębiorstwa Wodociągowo – Kanalizacyjnego „Legionowo” Sp. z obsługujących Punkt Zlewny. Od frontu budynku powstanie plac manewrowy z parkingiem dla pracowników. Od południa i południowego zachodu budynek będzie graniczył z terenami urządzeń infrastruktury ciepłowniczej, a od północnego zachodu z zakładem Eko-Max. Prace budowlane rozpoczęły się w październiku ubiegłego roku i były prowadzone systemem gospodarczym przez pracowników PWK. Najpierw rozpoczęto od wykonania wykopu. Teren pod fundamenty budynku okazał się bardzo trudny. Stwierdzono składowisko gruzu oraz stare wysypisko śmieci !!! To wszystko trzeba było usunąć. Wymagało to wywozu około 100 wywrotek zanieczyszczeń. Po czym nawieziono około 50 wywrotek nowego gruntu i dokonano jego zagęszczenia. Na tak przygotowanym terenie wykonano fundamenty żelbetowe i żelbetowe ściany fundamentowe budynku. Wszelkie przejścia, dylatacje i łączenia zabezpieczono specjalistyczną izolacją wodoszczelną. Wykonano również żelbetowy kanał rewizyjny dla samochodów. W ciągu ostatnich dni w trybie ekspresowym, w myśl powiedzenia „niech się mury pną do góry”, wykonywane są ściany budynku. Są one murowane z porotermu z rdzeniami żelbetowymi. Część socjalna budynku została już wymurowana jak widzimy na załączonych zdjęciach. O postępie dalszych prac będziemy Państwa informować. Budowa garażu wraz zapleczem socjalnym służyć będzie do garażowania samochodów asenizacyjnych WUKO oraz innego specjalistycznego sprzętu pracującego na terenie objętym działalnością PWK „Legionowo”. Zespół garażowy przewidziany jest na 5 oddzielonych od siebie ścianami murowanymi stanowisk postojowych. Miejsca garażowe będą przystosowane również do ładowania samochodów elektrycznych, powstaną tam specjalne stacje dokujące. Powstające zaplecze socjalne będzie dwu kondygnacyjne. Na parterze w części socjalnej budynku będzie mieścił się pokój biurowy, pokój śniadaniowy, toaleta, wydzielony zostanie węzeł cieplny z osobnym wejściem. Dodatkowo ciepło i prąd dla budynku będą pozyskiwane ze zbudowanej przez Spółkę farmy fotowoltaicznej. Na piętrze w części socjalnej powstanie szatnia brudna, szatnia czysta oraz natryski. Ponadto będzie się tam mieścił mały aneks na sprzęt porządkowy. Wysokość budynku nie będzie przekraczać 10 metrów. Powierzchnia całkowita budynku to 465 m2, a kubatura 2300 m3. Należy wspomnieć, że cały teren na którym wodociągi legionowskie budują garaż to teren Punktu Zlewnego Ścieków „Łajski” na którym obecnie znajduje się wiata gospodarcza docelowo do wyburzenia, parterowy pawilon socjalno – biurowy do obsługi punktu zlewnego, który również będzie wyburzony, przepompownia ścieków, komora zasuw na kolektorze tłocznym, stacja zlewcza dwustanowiskowa, sitopiaskownik, poletko osadowo – ociekowe. Od niedawna Punkt Zlewny zaopatrywany jest w energię elektryczną z farmy fotowoltaicznej wybudowanej przez PWK „Legionowo” na sąsiedniej działce. Post Views: 191 Niech się mury pną do góry - o Rising CitiesUwielbiam proste gierki, które badają moją znajomość muzyki i jak najszybszego rozpoznawania piosenek, by móc potem wynikiem przechwalać się w mediach społecznościowych. Jeszcze bardziej przemawia do mnie idea FarmVille, klasycznego już przykładu facebookowego hitu, który oddaje w ręce narzędzia pozwalające na tworzenie swojej własnej farmy (miasta, ogrodu, fabryki, itp.) jednocześnie umiejscawiając ją w świecie zależności tworzonych przez moich Cities, przeglądarkowa propozycja skupiona na wcielaniu się w burmistrza nowopowstałego miasta, na pierwszy rzut oka nie odbiega od kanonu. Musimy więc produkować różnego rodzaju surowce, stawiać nowe budynki, czy też fizycznie angażować się w przeklikiwanie po wszystkich strukturach celem zebrania czynszu, czy też różnorakich artykułów spożywczych, tudzież materiałów mamy tu również kilka typowych składników odnoszenia sukcesu – gotówkę, punkty produkcji oraz metrodolary. Te ostatnie, jak to w przeglądarkowych produkcjach bywa, dostępne są po zainwestowaniu rzeczywistej gotówki i prawie zawsze w szybki sposób rozwiązują jakiekolwiek zapotrzebowania. Oczywiście sukces da się osiągnąć również bez inwestycji, zbierając doświadczanie, wykonując misje i w odpowiednich interwałach zbierając należne miastu pieniążki, jednak będzie to droga dużo bardziej Cities w sferze rozgrywki inspiruje się w zasadzie wszystkim, co historycznie w materii wirtualnego budowania miast zostało już powiedziane. Mamy więc wymagania energetyczne poszczególnych budynków, ich pozytywny wpływ na piękno otoczenia i zadowolenie mieszkańców, listę potrzeb, jakie należy spełnić, aby nasi ludzie byli w pełni zadowoleni (i tym samym produktywni). Mamy wreszcie możliwość rozbudowywania naszych posiadłości i fabryk, rozwijając je tym samym wizualnie i tych wszystkich podobieństwach do kanonu tego akurat gatunku (nie ważne, czy mówimy o farmach czy miastach), Rising Cities zdaje się wyciągać wnioski z tego, co drażniło tak wielu z nas w absolutnie społecznościowym zacięciu FarmVille. Ta gra nie wpycha nam pod nos informacji o znajomych i ich postępach, nie naciska byśmy o wszystkich sukcesach publikowali na naszej ścianie. Pozwala za to bardziej skupić się na tym, co wirtualni menadżerowie lubią najbardziej – spokojnym, rozmyślnym pudełkowych Tycoonów, różnych gier wszelakiej maści, od razu spostrzegą ograniczenia gry w stosunku do starszych kuzynów – uproszczone łańcuchy zależności czy brak konieczności szalonej walki z problemami budżetowymi. W miejsce dostajemy żmudną pracę i wyczekiwanie na kolejny dochód tak, aby móc posunąć się chociaż o krok do przodu. Gry społecznościowe, o ile da się do nich wciąż zaliczyć tę produkcję, stawiały czas rzeczywisty jako jeden z kluczowych elementów zarządzania i jedną ze strategii cyklicznego zmuszania użytkowników do choćby chwilowego zajrzenia do gry. W Rising Cities po raz pierwszy nie okazało się to być gdybać czy tego typu gry robione są tylko po to, by od spragnionych szybkich wyników wyciągać pieniądze. Dla mnie taka formuła jest zadziwiająco uczciwa. Szczególnie w dzisiejszych czasach, choć mówiąc o „dzisiejszych czasach” mam na myśli raczej ostatnie kilka lat. Lat, w których wydawcy dużych, pudełkowych produkcji każą nam płacić horrendalne sumy pieniędzy z góry, a potem ograniczają treści tak, by wydoić z nas jeszcze troszkę złotówek. Rising Cities przyjmując model free-to-play staje bardziej po stronie Cities zostało opublikowane w katalogu gier przeglądarkowych Wszystkie osoby, które zarejestrują się do 19 lutego przez naszą stronę gry, dostaną pakiety powitalne, przygotowanie specjalnie dla naszych użytkowników. W jednym z poprzednich wpisów wspominałam o swojej pierwszej turniejowej wygranej w życiu. Jak już wiecie, w turnieju tym grałam w Budowę Zamku. Już wcześniej bardzo ją polubiłam, ale po zdobyciu miejsca na podium, tylko utwierdziłam się w swojej opinii. Budowa zamku to niewielkie pudełko, a w nim 4 płytki startowe, 45 kart muru oraz instrukcja. Grafika wykorzystana w grze jest przyjemna dla oka. Występujący na kartach bohaterowie nie są karykaturalni lub przerysowani. To naprawdę sympatyczne, bajkowe rysunki. Nie są zbyt dziecinne, spodobają się więc zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Podoba się nie tylko grafika, ale również proste zasady. Gra odrobinę nawiązuje do znanego mechanizmu z Memory. Tu również staramy się zapamiętać, gdzie leżą potrzebne nam karty, nie tworzymy jednak par. Staramy się zbudować zamek składający się z 10 elementów ułożonych według rosnącej kolejności. Każdy gracz otrzymuje płytkę startową z numerem 1. Karty muru należy potasować i rozłożyć na środku stołu obrazkami do dołu. W swoim ruchu gracze odkrywają jedna kartę. Można ją dołożyć do zamku (o ile ma ona numer wyższy od ostatniej karty murów) lub odłożyć z powrotem na miejsce. Należy rozważnie podejmować decyzje, ponieważ raz dołożonej karty nie można usunąć lub przesunąć. Gdy zbyt szybko wyłożymy wysokie numery, potem możemy mieć problem (pamiętajmy, że najwyższą kartą jest ta z numerem „46”). Jeżeli odkryjemy kartę z numerem niższym od numerów ostatnich kart w zamkach wszystkich graczy, należy ją usunąć z gry, a gracz kończy swój ruch. Gra kończy się, gdy jedna osoba dołoży dziesiąty element do swojego zamku lub gdy odkryto ostatnią kartę. Wygrywa osoba, która zbudowała zamek z największej liczby kart. Popularniejszy i bardziej lubiany jest jednak wariant, w którym otrzymujemy punkty za karty i za postacie znajdujące się w zamkach. Wygrywa oczywiście osoba z największą ilością punktów. I tak otrzymujemy po jednym punkcie za każdą kartę w naszym zamku, za króla i królową trzy punkty, za każdego rycerza, każdą księżniczkę i parę „rycerz i księżniczka” po jednym punkcie. Karta z Czarnoksiężnikiem przynosi nam natomiast inną korzyść – pozwala raz w ciągu gry dołożyć wyciągniętą kartę muru pomiędzy dwie inne, dodane wcześniej do zamku. To tyle zasad. Są one banalnie proste Zarówno dorośli, jak i dzieci nie mieli najmniejszych problemów z ich opanowaniem. Grę prezentowałam różnym grupom wiekowym i wszyscy dobrze się bawili. Oczywiście nie jest to propozycja dla bardzo wymagających graczy, ale jeżeli szukacie czegoś, by zagrać z Waszymi dziećmi i nie nudzić się, to będzie to strzał w dziesiątkę. Mój chrześniak gdy miał kilka lat był niepokonany w Memory. Dobrze pamiętam, ile wieczorów musiałam z nim spędzić przy tej grze. Szkoda, że wtedy nie było Budowy zamku, byłaby to na pewno świetna alternatywa. Mój chrześniak podstawy liczenia ma już opanowane, a w Memory dalej jest niepokonany, to jednak na pewno chętnie zasiądzie do tej gry (niestety mieszka za granicą). Budowa zamku uczy spostrzegawczości, ale też cierpliwości. Czasami, aż „skręcało” nas, ponieważ ktoś odkrył kartę, której potrzebowaliśmy i nie mogliśmy się doczekać naszej kolejki. Gra uczy też rozważnego podejmowania decyzji. Przed dołożeniem karty warto się dwa razy zastanowić. Im więcej graczy, tym oszczędniej musimy dokładać karty. Pamiętajmy, ze najwyższa wartość to „46”. Gdy zbyt szybko wyłożymy wysokie numery, możemy mieć problem z ukończeniem zamku. W trakcie turnieju zaobserwowałam, że to właśnie starsze dzieci wykazywały się dużą niecierpliwością i w przypadku drugiego wariantu rozgrywki, zapominały o postaciach, a skupiały się na ilości kart. O tym, że dzieci lubią tego typu gry, nie muszę nikogo przekonywać. A jak sprawdziła się Budowa zamku wśród dorosłych? Naprawdę dobrze. Nikt się nie nudził, a wręcz przeciwnie. Rozgrywka trwa od 15-20 minut, dlatego w trakcie spotkań Zamek pojawiał się kilkakrotnie. Dla mnie najlepszą rekomendacją jest zawsze informacja zwrotna od znajomych w postaci: chcemy kupić tę grę! Tak właśnie było w przypadku tej gry. Skoro dorośli znajomi (bez dzieci) decydują się na ten tytuł, to musi to coś znaczyć. Gdy wyjmiemy karty i płytki startowe z pudełka, zajmują one tak mało miejsca, że bez obaw zmieszczą się nawet w najmniejszej torebce. Komu więc polecam tę grę? Na pewno dzieciom, które już uczą się liczenia, rodzinom, ale też dorosłym lubiącym proste fillery i gry na spostrzegawczość. Grę przekazało wydawnictwo FOXGAMES. Dziękujemy! WYKONANIE 5/5Poręczne pudełko. Karty i płytki są dobrej jakości. Grafika przyjemna dla oka. TRUDNOŚĆ 1/5Zasady są banalnie proste. Trzeba wykazać się spostrzegawczością i cierpliwością. OCENA 5/5Gra sprawdza się zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych. Świetnie się przy niej bawiłam! Nie został dodany... Obecne wybrane sortowanie:Ostatnio dodane 1 osoba lubi to zdjęcie Dodał: panka Dodano: 2022-02-26 19:55:05 Oglądany: 363 Komentowano: 4 Oceniano: 0 Aktualna ocena: Użytkownik wyłączył możliwość głosowania na zdjęcia w swoich galeriach 4 komentarzy Dodał: bella 2022-02-26 20:05 ...***Widać je widać jak idą okazale,a niech się spinają jeszcze im zejdzie...!!!Pozdrawiam Aniu Dodał: Tenia - Moderator 2022-02-26 20:09 Widzę, że też ich trochę nasadziłaś, będzie głowa przy głowie :) Dodał: kanagaka 2022-02-26 20:11 Przez zimę odpoczęły, a teraz nabrały wigoru. Spora gromadka. :) Dodał: jaga51 2022-02-26 21:00 Niech się mury pną do góry, czosnki też :) Dodaj swój komentarz

niech się mury pną do góry