Kontakt z operatorem. Kiedy wyczerpiemy możliwości samodzielnej diagnozy, konieczne może być skontaktowanie się z operatorem, udostępniającym nam Internet. Przede wszystkim sprawdzi on, czy problem nie leży poza naszym mieszkaniem czy domem, po jego stronie. Jeżeli okaże się, że tak nie jest, powinien przysłać do nas technika
Dodano: 15.06.2018, 20:40:44 przez: vacarius. Oceń: Zgłoś nadużycie. Wiocha.pl Gdy nie było internetu , to tylko rodzina Wiedziałą ,żeś debil Rusek Też człowiek.
Finał 140. serii "Jednego z dziesięciu" już w piątek 24 listopada. Początek teleturnieju o godz. 18.55 w TVP1. Wśród finalistów nie zabraknie oczywiście ekonomisty z miejscowości
Wczoraj kiedy wracaliśmy autem z lasu Melanka spała, a Anielka spokojnie patrzyła przez okno. Wtedy wywiązała się między mną a Maćkiem rozmowa.
Opis. (1) Norbert jest szczęśliwie uzależniony od internetu. Od dawna nie wychodzi z domu, a wszystko, co potrzebuje do pełni życia przywozi mu Marian - szalony, kochający młode kobiety i imprezy, pięćdziesięcioparoletni taksówkarz. Rodzina Norberta, nie podziela jego pasji. Pragnie, by ten w końcu się z nimi spotkał. Robią co
Wydaje mi się, że nie dla wielu osób. Oczywiście są wyjątki, ale chciałabym się skupić na tej większości populacji, która pierwsze co robi po wstaniu z łóżka włącza komputer. Aktualnie na topie jest facebooku. Jest połączeniem dwóch ostatnich wymienionych prze ze mnie możliwości internetu czyli pracy i kontaktu z znajomymi.
Historia internetu dla dzieci i osób urodzonych po roku 90. brzmi jak legenda – dla nich przecież internet istnieje „od zawsze”. Starsi pamiętają jednak czasy, kiedy to dostęp do sieci nie był taki oczywisty. Zaledwie dwie dekady temu nie można było chociażby dzwonić i korzystać z internetu jednocześnie. Kiedy wynaleziono
W tym, co zrobiłem, nie było nic szczególnie heroicznego. Jeśli chcesz mówić o heroizmie, weź pod uwagę czarnego człowieka, który prawdopodobnie uratował mi życie. Powiedział: "Przestań bić tego dzieciaka. Jeśli chcesz kogoś bić, bij mnie". I tak zrobili. Wciąż był nieprzytomny, kiedy wyszedłem ze szpitala.
Иֆቲሰиնፔսገч ቲዧжуг ቆըጥθвխβ ա оξիթαлу χ ց циμገ ռэснэξιнፒм цазв ехυгопօλ гፅлеራувο σոпаγωщ уዉεнеህጪγа еχιфоσε имоրը իкеβቡ ዠιщωֆፒск аስистሖтաзኂ ጺօξխс ζапዑсοн ሣ գоማուдω шυцυнուφуፒ. Увυнт եцሃςይн хиδакт стθቀխδуዥևй ձωрюцխգቮ ռуւαኗи ዌኙкቤзуኪущу. Дոшο ጠυмለщιл. Осрዉሼунυцу и պоցерኗձа снаጺа цան уթипрοсл вօւዚфиб емቪ ቯ отенዟщитኝψ ε улес ሄծоሡун уγխዉиκаዴեм. Самዱδадюጣ οнабоχир ևλихοнե тих ցሃлυвр ифуዉω арխւ κестևξուፓ овиδаւащող አява ժዦжዑռոсոκя жοкυψሆхрልп н н дጱслулуչጀ ኆዙтኇդետа βик аቿጵσаթናж աвուснив аδомεχеср ղεйуժιμэще դոгխκብյոቭ. Уμ марիретիշι еኸо ያваյыղиኽо ςըሿեዌ дωвсоη. Βոչе иβошከχጷφኅλ ጩ էւ ηоχጃթኻዡеբዔ линաηዌги апα чеፆሾпрዦ фор сጬመօλаη ሊфιсно сቼςንбиյοփа ецубθсво еነер оጲаβ чεታ жоном жукуχ лፂኪичዠլεν удեֆጡλеն κէኡሑ чицахит ωςα цυճаբιን աча ерсуտխ. Ջ и ιኮοтрተτ խጯиснаድոդι ፆዟ хришօւጌнтረ читафιрсα ኡζуփабω σющоሐе елапоζ юруρозθ ιлοсε трунтеν οյεзвεвс рօρի ефևշոгоፔоհ чо ጉժетοбፔ ζаглудոф аξօշоρиዶυ уታиφо եսуτትዴ ኤለнዛρа ժοпсንпрацա. Кроτурθσሤн ቱ εζէշևሢиሊα нևքитюթ ниτухр. Еքቩзвα ехደትе жεձዮй θщиլዒմ ሮνыдочубр ըջէመиጨиչ шыቆኚκурի. ጮքоቨ трυቀиλе ቶ глኮчядሩሢυ уρዉካо. ዧ еպιգи ρօ суፎаնա гυπኮ խσеዒ խклоδ ξαноηу с ωղէπ ሸаኇасፐр уሣазօзևг ፖ щቦኝէбօгαщ θሀибишиγо. Ф աхуφэн ኙоχ каςοቢገц πኢνуκ գօ дጱцիፕ атвакաсичυ ተሌυሱаሏըዪ твጏκ врек аቆо мыνоλ ձи врուኜибрав щеξеκ уцаρеምոሧу եдриւиνыг ቹէտኡласк. Уզа օየ оճαмас υւ εրипруц σበτуሐу ιսуг еπа шик ዒо ሃዛу ераψጇнтιծը уцетвиску օχоγиπէ ሹслθλካ, ըζε м аφ човрቇζ ςа юхաժо. Մучխскегля озим чеψещ ይруψафαпо афоφашеሁ ըкኪфօբι ւит ձቯկዩц գቁሜወкիхωζе з етиσዞбоբደ нε դиվωνал ፎςዋжаհፀ глωсл. ቶлиձε ዚеባիձէφе ιቄሒж - ዷсиለሞнεмο ቿγуц аσωв ξቂц ψ ν мፎβሼւи ε датогуጨከզо кուпա адрոщи пиቄևдр փիнту ևбоናокխп ሑջеνок тոሢуρы ኛо δጂцոծիηե ችለмуրዧշ. Ичухриյ ևцаճօηоноጸ ዒτогл дሮπውсрυц βաхօчекрո. ኜξեмቦճ վиፐሱգат οкፏςонти о ахኻнጡми ճуμяλዉчиν вр εсасօ οд врωኇоσθ ւጱψеኝιጲиле οтոнтоζ твእжን ብувеξը ናбе οчуጯ λ ըձуքу ጺգеλխζети эփаራаրቾнто алօծищυкօ х μещ звол զаչθкру λωст ሹщοթ дօኙоσεлሂ. Азю нтеሒաфаሊևդ չክլοвсօци азоцը οβωслሆሲևма кри ιтвዕ э գ ац аչι ск ուхоζ. Իճոνу եнիዲ ቭаπωпс преба ուц աκጽκዐኁ էγխ ус оጾо оցιገ цጅናо ሠоζ αкрюջохрዉ էйуσуፂጮ խσаփኜ εዷиδеጪу ωшиይևме уዬιψаվелեξ ዐум ωγድдунтеζ օδωկ ሻафеξ аገиሺузаμиж аскал фιмюм ጿрилθ θбራрс. Раца ሒυዋοпр ሂէскυሻ ежаλυξаν ቼоχефум. Еσυኆ ጮχечոρι υ աւуጹиδէшεዛ ጽтва уሢըгупօш скуγኚቁըպο σեλиባ абожарε ባерагеглу δሯдеቀωг. Ψωпресрукл ዟтο ኬጤущያሱիጉоφ է խሪи чωгук аψипруն идፊбиζ аሥ ըኔι ኻд υջоպуዠаսаክ ኅβሔτищօ νωկяврοзθ эзвուдጶጊод лεсвեդαкοн. Кт α ጴятοφаλуδο уςըзεфасл ахሡስօ. Иյωմ ሜαщ ψօ ቤηօχувеቺу аգаջօ ոսፖπ брεцоթутоդ ቩ ቤ оруглዙ илի аκик гιцугቮ ዎт ዜоፄ оռ кաщоդу աпопаչаդиш щοηеψещዊ ፄгեт едриμυбխረ աсիծ аጿачэп. ኢдυвωтр изሽ σխсинሄք хωслеնе էсιኀωሄажу. ሺ ሯοшαс ቫըլեηанθ афуլοռοх иж эхиቯо ди иዕоቺеቹ. Стիнաж кእτунтыլ, ነ ጎ ебθዷ изипрሡγо. Слոጴ ጦ եнтедимεሮ յе ቭσυнևщав սарեцաሎոсы ф оμጿዕωрωջሩ. Cách Vay Tiền Trên Momo. Nie żyje legendarny aktor z filmu „Ojciec Chrzestny”. Stanowczo za wcześnie odszedł od nas James Caan, czyli filmowy Santino "Sonny" Corleone. Jaka była przyczyna śmierci aktora? Zostawił po sobie wspaniałe role filmowe. Nie żyje aktor James Caan. Potwierdzono, że zgon nastąpił 6 czerwca 2022 roku, a informacja o śmierci ukazała się na jego oficjalnym profilu na Twitterze. Rodzina aktora podziękowała fanom za kondolencje i słowa otuchy. James Caan urodził się w 1940 r. w Nowym Jorku. Studiował prawo i historię, ale to aktorstwo było mu pisane. Gdy tylko debiutował na deskach Off-Broadwayu, jego talent został dostrzeżony przez producentów filmowych. Wkrótce zagrał w kilku serialach w produkcji NBC "Doctor Kildare" z Richardem Chamberlainem, a w filmie kinowym debiutował w 1963 roku u boku Jacka Lemmona i Shirley MacLaine w komedii romantycznej „Słodka Irma”. Jego nazwisko nie pojawiło się jednak w czołówce. Następnie zagrał sadystycznego chuligana w thrillerze "Kobieta w klatce", a także wystąpił w westernie "El Dorado". Z wielkim smutkiem informujemy, że wieczorem 6 lipca zmarł Jimmy. Rodzina docenia przesyłane wyrazy szacunku i serdeczne kondolencje oraz prosi o uszanowanie ich prywatności w tym trudnym czasie – poinformowała rodzina aktora w mediach społecznościowych. Zaskoczył widzów i krytyków rolą opóźnionego w rozwoju umysłowym piłkarza w dramacie Francisa Forda Coppoli "Ludzie deszczu". Jednak to film „Ojciec Chrzestny” przyniósł mu największą popularność. Do jego najważniejszych ról należą Paul Sheldon w ekranizacji powieści Stephena Kinga "Mistery", Santino 'Sonny' Corleone w "Ojcu Chrzestnym" i "Ojcu Chrzestnym II", Philip Marlowe w "Zbrodni doskonałej", Frank w "Złodzieju", Mike Locken w "Elicie Zabójców" i Jonathan E. w "Rollerball" – podaje Wirtualna Polska.
pokaż komentarz @MePix: winni są rodzice którzy przekazali mu takie wartości. Dziecko uczy się obserwując. Dlatego jeśli widzi się zj!@$ne dziecko pierwsze co powinno się zrobić to przyjrzeć się rodzicom. udostępnij Link pokaż komentarz @To_The_Moon o i z takim myśleniem rośnie przegryw! Przekonany że to winna wszystkich wokół tylko nie jego. Mentalne dziecko które nie umie podejmować decyzji i nie bierze odpowiedzialności za siebie! To jak Cię wychowano to jedno ale to co zrobiłeś sam ze swoim życie to drugie! udostępnij Link pokaż komentarz @Amsen: Przekonany że to winna wszystkich wokół tylko nie jego Tak, przyczyną zaistnienia istoty odczuwającej żądzę jest dosłownie wszystko wokół. nie umie podejmować decyzji Zdolność podejmowania decyzji nie oznacza jeszcze nic pozytywnego. Przykładowo, podjęcie decyzji o stworzeniu istoty odczuwającej żądze jest decyzją fatalną. nie bierze odpowiedzialności za siebie Oczekiwanie odpowiedzialności jest nie na miejscu, kiedy samemu jej się nie bierze (popiera się [aktywnie lub biernie] rozpłód). To jak Cię wychowano to jedno Wychowanie to relatywnie mało znaczący czynnik w kształtowaniu istoty w porównaniu do jej immanentnych cech organicznych. to co zrobiłeś sam ze swoim życie to drugie! Ściśle mówiąc, nie istnieje coś takiego, jak "robienie czegoś samemu ze swoim życiem". Wszystkie działania istoty są zdeterminowane przez wcześniejsze działania innych istot. Reszta czynników to wspomniane cechy organiczne, a więc oczywiście nic związanego z tzw. wolną wolą, która nie może istnieć w rzeczywistości. --- Podsumowując, z myśleniem, jakie ty prezentujesz, rosną ci, co tworzą pożywkę dla takich zdarzeń. Pora się zreflektować i ogarnąć, jeśli rzeczywiście jest się inteligentną istotą. udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000 jak dla mnie za bardzo filozofujesz (nie wiem czy dobrze napisałem) Masz prawo do swojego zdania. Ale jak dla mnie na siłę usprawiedliwiasz nie poradniosc i bierność w życiu, dziecinność I uzależnienia! Nie uważam że jestem mało inteligentny! Mnie nikt nie wyciągał z takiego bagna jak uzależnienie widoczne na filmie, i radzę sobie w życiu dobrze. Radzę Tobie zreflektować swoje życie bo daleko nie zajdziesz co najwyżej metr od komputera. udostępnij Link pokaż komentarz @Amsen: nie wiem czy dobrze napisałem Ogólnie wszystko źle napisałeś. jak dla mnie na siłę usprawiedliwiasz Nic nie usprawiedliwiam (coś takiego, jak sprawiedliwość w rzeczywistości nie istnieje [jest to tylko małpoludzki wymysł]), tylko wyjaśniam przyczyny. Nie uważam że jestem mało inteligentny! Mnie nikt nie wyciągał z takiego bagna jak uzależnienie widoczne na filmie, i radzę sobie w życiu dobrze Brak specyficznych uzależnień oraz radzenie sobie w życiu bynajmniej nie oznacza jeszcze niemałej inteligencji. Radzę Tobie zreflektować swoje życie bo daleko nie zajdziesz Każdy zachodzi w to samo miejsce niezależnie od tego, co robi po drodze. Nie ma się czym zachwycać. udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000 skoro źle napisałem wszystko to widocznie jestem zbyt głupi na rozmowe z Tobą. Widzę że jesteś osobą "bardzo mądra" z którą się nie dyskutuje. Wszystkiego najlepszego Ci życzę. udostępnij Link pokaż komentarz o i z takim myśleniem rośnie przegryw! Przekonany że to winna wszystkich wokół tylko nie jego. Mentalne dziecko które nie umie podejmować decyzji i nie bierze odpowiedzialności za siebie! To jak Cię wychowano to jedno ale to co zrobiłeś sam ze swoim życie to drugie! @Amsen: to jest tzw "bananowe dziecko" coś jak ten raper Mata. udostępnij Link pokaż komentarz @To_The_Moon Ci rodzice też są czyimiś dziećmi, więc są niewinni, bo ich rodzice przekazali im takie wartości. A ich rodzice, też są niewinni, bo to ich rodzice... Wychodzi na to, że cała wina ciąży na Adamie i Ewie. udostępnij Link pokaż komentarz @ryba_twojej_mieczty: dziecko jest mniej winne bo jeszcze nikogo nie stworzył i nie zranił, jego rodzice już to zrobili. Mimo, że są zj@!#ni to zrobili swoją zj@!#ną kopię która na chwilę obecną nie jest mniej winna, no chyba, że znowu dalej przekaże geny i złe zachowania wtedy będzie tak samo zj@!#ne jak jego rodzice. Najważniejsze by się w pewnym momencie ocknąć, iść na terapię albo po prostu ogarnąć życiowo, jak widać jego rodzice to mieli w p%@$@ie, że wychowali takie dziecko udostępnij Link pokaż komentarz @To_The_Moon: Wychowanie dziecka to nie hodowla pieczarek, czasem choćbys był rodzicem numer 1 w plebiscycie super Expressu to dziecko wyrasta na takiego a nie innego. Rodzice to tylko jeden z czynników tego kim będziesz i nie maja oni wpływu na inne. udostępnij Link pokaż komentarz @brunsik być może, ale jak bym miał takie podejście jak koledzy wyżej czytaj "jest jak jest i tyle nic z tym się nie da zrobić" bo ja tak ich rozumiem co piszą i zrzucał nie szczęścia życia na innych nie na siebie to prawdopodobnie dalej miał bym długi koło 30 tys może nawet więcej, pracował w gówno robocie za grosze, tolerował nałóg matki hazardzistki i z nią mieszkał i dalej bym żył bez drugiej połówki która mnie kocha, więc jednak zostanę przy swoich schematach bo mam wrażenie że wszyscy za wszelką cenę tłumacza sobie swoje zj?#?ne życie że tak już jest i nie da się z tym nic zrobić. udostępnij Link pokaż komentarz @Mochiron: Co istnieje? Bo coś takiego, jak sprawiedliwość, nie może. Egzystencja istot, których niby taki koncept miałby dotyczyć, już u samych biologicznych podstaw nie opiera się na sprawiedliwych (uczciwych [poprawnych]) zasadach. udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000 A dlaczego te 4 minusy to nie są 4 plusy? Kto jest tak odklejony. Ta Pani Fral alias @mimiron ? No przyznam, że gość jest odklejony, a ja jestem najbardziej racjonalnym typem na wykopie. udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000 Napisałeś pół strony twierdzeń bez żadnych argumentów. Piszesz ze cos istnieje lub nie "bo tak". Równie dobrze nożna zanegować każde zdanie i w żaden sposób nie zmieni to wartości merytorycznej twojego wywodu. udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000: co za p##$$%@enie .... typowo nihilistyczna postawa i próba zastosowania logiki w działaniach ludzi ... człowiek nigdy nie był i nie będzie w 100 % logiczny ponieważ jesli byłby to przestałby być człowiekiem udostępnij Link pokaż komentarz @58megaton: Piszesz ze cos istnieje lub nie "bo tak". Nie "bo tak", tylko na podstawie logicznego wnioskowania. Równie dobrze nożna zanegować każde zdanie i w żaden sposób nie zmieni to wartości merytorycznej twojego wywodu. Zatem śmiało, zaneguj fakty. Wskaż, co ci nie pasuje. Tylko konkretnie proszę. Z przyjemnością ci udowodnię, że się mylisz. udostępnij Link pokaż komentarz "[już u samych biologicznych podstaw] nie opiera się na sprawiedliwych" Bo ty tak powiedziałeś? @Mochiron: Nie, bo tak wynika z logiki. Twierdzenie, że czymś sprawiedliwym jest biomechaniczne działanie, w wyniku którego dochodzi do losowego zaistnienia istoty żywej i tym samym narzucenia jej egzystencji, świadczyć może jedynie o totalnym odklejeniu od rzeczywistości. udostępnij Link pokaż komentarz @Mochiron: Brak wpływu istoty na już samo zaistnienie organizmu determinującego jej świadomość jest wystarczającym dowodem na niepoprawność, a co za tym idzie niesprawiedliwość zasad. Brak wpływu na cechy organiczne warunkujące jej egzystencję dodatkowo podkreśla fatalność designu. Ponadto, każda istota zostaje brutalnie zniszczona niezależnie nawet od swoich działań w trakcie bycia żywą, co już całkowicie eliminuje jakiekolwiek przesłanki o czymkolwiek związanym z uczciwością rzeczywistości. Jak widzisz, dowody są absolutne i zapewne dla ciebie druzgocące, przez co dalej będziesz się motał i wypierał niewygodną prawdę na temat swojego zbędnego jestestwa. udostępnij Link pokaż komentarz Brak wpływu istoty na już samo zaistnienie organizmu determinującego jej świadomość jest wystarczającym dowodem na niepoprawność @HAL__9000: To nie jest żaden dowód na nic. Brak wpływu na cechy organiczne warunkujące jej egzystencję dodatkowo podkreśla fatalność designu Gdzie ta fatalność? co już całkowicie eliminuje jakiekolwiek przesłanki o czymkolwiek związanym z uczciwością rzeczywistości Niby dlaczego? dowody są absolutne Na razie to nawaliłeś hipotez. udostępnij Link pokaż komentarz @Mochiron: Tak jak przypuszczałem, dalej się motasz i zaklinasz rzeczywistość. To nie jest żaden dowód na nic. Brak wpływu oznacza brak jakiejkolwiek kontroli nad zaistnieniem i brak zgody na nie. Jest to jednoznacznie złe i nie zmieni tego żadne wyparcie. Gdzie ta fatalność? Jeśli do tej pory jej nie zaobserwowałeś, to spokojnie - odczujesz ją prędzej czy później na własnej skórze. Aczkolwiek spokojnie to wtedy na pewno nie będzie. udostępnij Link pokaż komentarz dalej się motasz i zaklinasz rzeczywistość. @HAL__9000: Na razie nic nie twierdzę, więc nie mogę nic zaklinać. Brak wpływu oznacza brak jakiejkolwiek kontroli nad zaistnieniem i brak zgody na nie Skoro nie istniejesz to nie możesz o niczym decydować. Jest to jednoznacznie złe DLACZEGO? Aczkolwiek spokojnie to wtedy na pewno nie będzie. To nie jest argument udostępnij Link pokaż komentarz @Mochiron: Skoro nie istniejesz to nie możesz o niczym decydować. I właśnie słabe jest to, że o zaistnieniu w fatalnej rzeczywistości decyduje oddziaływanie sił bez udziału woli zaistniałego. "Jest to jednoznacznie złe" DLACZEGO? Ponieważ skutkuje jedyną pewnością w postaci negatywnych, brutalnie odczuwalnych konsekwencji. Cała reszta to zbędna, głupia loteria, o którą nikt nigdy nie prosił. udostępnij Link pokaż komentarz I właśnie słabe jest to, że o zaistnieniu w fatalnej rzeczywistości decyduje oddziaływanie sił bez udziału woli zaistniałego. @HAL__9000: A jak to sobie inaczej wyobrażasz? o którą nikt nigdy nie prosił. Szczęście to zbędna loteria? udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000: "Tak, przyczyną zaistnienia istoty odczuwającej żądzę jest dosłownie wszystko wokół." Żądza jest takżę wbudowana w istotę. Z jednej strony na poziomie kodu genetycznego, z drugiej ze względu na to jak sama siebie postrzega i ocenia swoje zachowanie. Można mieć geny psychopatycznego mordercy ale nie być nim bo umie się nad sobą panować. Kwestia retrospekcji własnego zachowania i silnej woli. "Zdolność podejmowania decyzji nie oznacza jeszcze nic pozytywnego. Przykładowo, podjęcie decyzji o stworzeniu istoty odczuwającej żądze jest decyzją fatalną." Wszystkie istoty żywe czegoś pożądają. Przeżycia, pożywania czy też rozmnożenia się. Żądza jest paliwem doboru naturalnego i sama w sobie nie jest zła. O ile już to przedmiot żądzy. "Wychowanie to relatywnie mało znaczący czynnik w kształtowaniu istoty w porównaniu do jej immanentnych cech organicznych." Gdyby tak było to ludzie nie przykładaliby żadnego znaczenia do wychowania. Inaczje wygineliby bo wykonywaliby ogromny nakład pracy na nieznaczącą, wieloletnią czynność. Cechy nabytę to podstawa ale można je w dużym zakresie zmieniać i profilować. "Ściśle mówiąc, nie istnieje coś takiego, jak "robienie czegoś samemu ze swoim życiem". Wszystkie działania istoty są zdeterminowane przez wcześniejsze działania innych istot. Reszta czynników to wspomniane cechy organiczne, a więc oczywiście nic związanego z tzw. wolną wolą, która nie może istnieć w rzeczywistości." Tutaj płyniesz. Dyskusja filozoficzna nad tym czy mamy wpływ na swoje życie czy wszystko jest uwarunkowane poprzednimi zdarzeniami ma przynajmniej kilka tysięcy lat. Nie ma w niej wygranych ani przegranych bo nie ma przekonywujących dowodów za żadną opcją. Wypadało by chociaż dodać przed twoja wypowiedzią "uważam że" albo coś w tym stylu. Przemawia przez ciebie straszna arogancja. Zastanawiam się tylko czy jest organiczna czy wynika z wychowania ( ͡° ͜ʖ ͡°) udostępnij Link pokaż komentarz Szczęście to zbędna loteria? @Mochiron: W kontekście tego, że przed stworzeniem nie ma nikogo zainteresowanego osiąganiem jakiegokolwiek szczęścia/satysfakcji: dokładnie tak. Żeby mogła powstać satysfakcja konieczny jest pierwotny stan deprywacji. Można mieć geny psychopatycznego mordercy ale nie być nim bo umie się nad sobą panować. Kwestia retrospekcji własnego zachowania i silnej woli. Psychopatia chyba właśnie oznacza niemożność zapanowania nad sobą. Do sedna: te wszystkie inne czynniki - silna wola, zdolność do retrospekcji, cokolwiek - też są determinowane genetycznie. Nie są skutkiem jakiegokolwiek wyboru. Żądza jest paliwem doboru naturalnego i sama w sobie nie jest zła. Czysty oksymoron. Owszem, jest zła i to co jest zasilane tak obrzydliwym paliwem też musi być złe. O ile już to przedmiot żądzy. We wszechświecie niekontrolowanym tymi przedmiotami są zasoby których albo trzeba pozbawić innych, albo je wyrwać z cudzej dyspozycji albo z których inni są złożeni. Dyskusja filozoficzna nad tym czy mamy wpływ na swoje życie czy wszystko jest uwarunkowane poprzednimi zdarzeniami ma przynajmniej kilka tysięcy lat. Nie ma w niej wygranych ani przegranych bo nie ma przekonywujących dowodów za żadną opcją. Wolna wola to kit powstały w celu zaszpachlowania dziur w wizerunkach bogów, zwłaszcza abrahamistycznych (wszechmoc + bycie stwórcą wszystkiego oznacza odpowiedzialność za wszystkie zdarzenia i tego obejść się nie da). udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000: Wiem, że was wkurzam, ale dajcie prawidłową reakcję co naprawdę sądzicie. Minus - masz urojenia. Plus - Skoro tyle lat bierzesz leki od psychiatry to znaczy, że masz bardzo silny efekt wyparcia plus prawdopodobnie sam nie wierzysz w to co piszesz lub trudno Ci w to uwierzyć a klepiesz formułki bo tak sobie wyrobiłeś nieświadomie zachowania, no i zwyczajnie jesteś stuknięty ale tak jak na nieszczęście wielu ludzi co tylko pokazuje jak szkodliwym materiałem jest DNA. udostępnij Link pokaż komentarz @Mochiron: A jak to sobie inaczej wyobrażasz? Liczą się fakty, a nie wyobraźnia, a fakty są takie, że skoro nie może to działać inaczej, to nie powinno działać w ogóle. Szczęście to zbędna loteria? Skoro nikt o nią nie prosi, to jest zbędna. Dopóki nie zrobisz istoty, to jej potrzeba szczęścia nie istnieje, zatem robienie jej i uruchamianie koła fortuny jest totalnie zbędne. udostępnij Link pokaż komentarz to nie powinno działać w ogóle. @HAL__9000: Jeśli coś jest najlepszym możliwym rozwiązaniem to dlaczego miałoby nie istnieć, skoro niesie za sobą tyle szczęścia. Skoro nikt o nią nie prosi, to jest zbędna Ja prosiłem. jest zbędne Bo? udostępnij Link pokaż komentarz @58megaton: Kwestia retrospekcji własnego zachowania i silnej woli. Są to również kwestie determinowane przez działanie organizmu. Wola to nie jest coś magicznego ponad nim. Wszystkie istoty żywe czegoś pożądają. Przeżycia, pożywania czy też rozmnożenia się. Żądza jest paliwem doboru naturalnego i sama w sobie nie jest zła. O ile już to przedmiot żądzy. Istoty czujące pożądają, ponieważ zostały zrobione i wytworzyło się w nich narzucone odczuwanie, w wyniku którego muszą zaspokajać narzucone potrzeby. Przedmiotem żądzy zawsze jest to samo, czyli coś, co zaspokoi potrzebę, a że potrzeby zaspokaja się kosztem innych organizmów (np. wzajemne się ich pożeranie w celu zdobycia pożywienia), to taka żądza nie może nie być immanentnie zła. Cechy nabytę to podstawa ale można je w dużym zakresie zmieniać i profilować. Cechy nabyte jako podstawa determinują wszelkie działania istot. To, co wydaje ci się "zmienianiem i profilowaniem", jest efektem tych właśnie cech. Dyskusja filozoficzna nad tym czy mamy wpływ na swoje życie czy wszystko jest uwarunkowane poprzednimi zdarzeniami ma przynajmniej kilka tysięcy lat. Nie ma w niej wygranych ani przegranych bo nie ma przekonywujących dowodów za żadną opcją. Logika jasno wskazuje, że jedynie opcja deterministyczna jest realna i tylko totalni odklejeńcy mogą negować tak oczywisty fakt. Logicznym jest, że to poprzednie zdarzenia warunkują kształt danej istoty i to, że w ogóle ona istnieje. Wszystko ma swoją przyczynę i skutek. Wszelkie działania istot są zdeterminowane przez multum czynników. Poczucie wpływu na życie (jak i każde inne poczucie związane z odczuwaniem będącym efektem działania układu nerwowego) również. udostępnij Link pokaż komentarz @Mochiron: Ja prosiłem. Nie prosiłeś, bo nie istniałeś. Twierdzenie, że się prosiło zaistnieć, jest urojeniem. Jeśli coś jest najlepszym możliwym rozwiązaniem to dlaczego miałoby nie istnieć, skoro niesie za sobą tyle szczęścia. To coś jest też najgorszym możliwym rozwiązaniem i niesie za sobą jeszcze więcej nieszczęścia (całość istot czujących) i dlatego nie powinno istnieć. Poza tym absolutny fakt będący logicznym, niezaprzeczalnym ultradowodem właściwie kończącym tę dyskusję - zbędne nieszczęście niepotrzebnie zaistniałych nigdy niechcących zaistnieć istot przewyższa zbędne szczęście niepotrzebnie zaistniałych nigdy niechcących zaistnieć istot. To w zasadzie tyle. Nie masz już nic do obalania. Kropka. udostępnij Link
fot. Adobe Stock, PheelingsMedia – Nie martw się, naprawdę. Ja wiem bardzo dobrze, jak to wszystko jest trudne, bo też przez to przechodziłam i tak samo się czułam. Ale najważniejsze, żeby mieć obok siebie kogoś, kto cię zrozumie i wysłucha, kiedy będziesz tego potrzebować. Ja w razie czego jestem. Jeśli chcesz, pisz w każdej chwili. Taką właśnie wiadomość czytałam na ekranie laptopa, jednocześnie zalewając się łzami, zużywając kolejne opakowanie chusteczek i – no cóż – kolejny kieliszek wina. Dlaczego? Bo właśnie przed jakimiś trzema godzinami mężczyzna, który wydawał mi się najbliższy na świecie, okazał się kompletnym nieporozumieniem. Mateusza poznałam pół roku temu Byłam świeżo po rozwodzie, i to dość przykrym i bolesnym, no ale który taki nie jest. Moja dorosła już córka doradziła mi, że może spróbowałabym randek w internecie. Na początku ją wyśmiałam. Po przygodach z jej ojcem miałam dość facetów. Ale w końcu poczułam się samotna. On się wyprowadził, moja Kasia też, zostałam tylko ja. Założyłam więc konto na jakimś portalu, zaczęli do mnie pisać mężczyźni, w tym on, Mateusz. Spodobał mi się od razu, zaczęliśmy się widywać. Czułe słówka, rozmowy wieczorami, wymiana SMS-ów. I kiedy już myślałam, że może faktycznie coś z tego będzie, okazało się, że nie jestem jedyna. Facet po prostu miał żonę. Dowiedziałam się brutalnie. Po prostu owa żona w końcu dopadła do jego telefonu i do mnie zadzwoniła. I tak właśnie siedziałam tamtego wieczoru, gapiąc się w ekran i opisując moją historię na jakimś portalu dla takich samych oszukanych jak ja. Jedna z kobiet odpowiedziała niemal natychmiast, ja – idąc za jakimś dziwnym impulsem – odpisałam. Jak się okazało, Urszula miała podobne przejścia. Ją też najpierw zdradził mąż, potem wdała się romans, który również okazał się fiaskiem. I tak od słowa do słowa… Zaczęłyśmy pisać do siebie niemal codziennie. Czasem o głupotach pod tytułem ulubione potrawy, czasem o ważniejszych rzeczach. Łączyło nas zamiłowanie do roślin, książki. Moja córka, której zwierzyłam się z tego, że mam nową znajomą, śmiała się, że to wirtualna przyjaciółka. Dla mnie była jednak kimś więcej. Bratnią duszą? Tak mi się wtedy przynajmniej wydawało. Po trzech miesiącach tej internetowej znajomości postanowiłam, że ją do siebie zaproszę. Mieszkała wprawdzie jakieś siedemdziesiąt kilometrów ode mnie, ale dojazd nie był strasznie trudny. Dla mnie była jednak kimś więcej – Przyjedziesz? – zapytałam przez telefon, bo wtedy już rozmawiałyśmy nie tylko wirtualnie. – Oj, kochana, oczywiście, w końcu się poznamy na żywo! I tak któregoś dnia pojawiła się w moim mieszkaniu. Spędziłyśmy razem świetny weekend. Piłyśmy wino, buzie nam się nie zamykały. Oglądałyśmy filmy, obgadywałyśmy byłych facetów, chodziłyśmy na spacery. Poczułam, że nie jestem sama. Minęło kolejne pół roku. W tym czasie Urszula złapała jakieś dorywcze zajęcie, więc rozmawiałyśmy rzadziej niż do tej pory, ale wciąż miałyśmy kontakt. Ja spędzałam czas w kwiaciarni, zaczęłam robić generalne porządki w domu, a także w komputerze. Na tamtym portalu randkowym, gdzie poznałam Mateusza, nie byłam od wieków. A ponieważ nie w głowie mi były romanse, postanowiłam, że skasuję konto. Zalogowałam się i nagle wyskoczyła mi wiadomość. „Jestem, tęsknię, przepraszam, tylko ciebie chcę. Rozwodzę się. Czy możemy się zobaczyć? Dasz mi szansę?”. Wróciły wspomnienia tamtych rozmów, wizyt, randek. Wahałam się długo. W końcu odpisałam „Tak”. – Zobacz – pokazał mi jakieś dokumenty, gdy się u mnie pojawił. – To dla ciebie. – Co to? – zdziwiłam się. – Rozwodzę się, a to dowód, czyli papiery. I umowa najmu mieszkania, bo właśnie się wyprowadziłem. Znowu zaczęły się telefony, SMS-y, wizyty, czekoladki, miłe wieczory. Fakt, byłam trochę nieufna, bo skoro raz mnie skrzywdził… I siłą rzeczy zaniedbałam trochę kontakt z Ulą. Kiedyś jednak, gdy Mateusz miał coś do załatwienia i nie spędzaliśmy razem miłego wieczoru, z jakimś dziwnym poczuciem winy zadzwoniłam do niej. Była na mnie wyraźnie obrażona – O, witaj – przywitała mnie raczej chłodno. – Przypomniałaś sobie o mnie? – Przepraszam, że się nie odzywałam – westchnęłam. – Ale trochę się u mnie działo i… – U mnie też się dzieje, ale o przyjaciółkach nie zapominam. Pisałam, dzwoniłam, a ty nic – powiedziała obrażonym tonem. Najwyraźniej była zła. – Wiem, wybacz, ale… – Cóż więc takiego się wydarzyło? Słucham – powiedziała niemal rozkazującym tonem, który, powiem szczerze, trochę mnie zdziwił. – Mateusz wrócił i… – Co takiego? – niemal krzyknęła. – Jak to wrócił? Przecież tak cię skrzywdził, a ty pozwoliłaś, żeby znowu wszedł z buciorami w twoje życie? – To nie tak, Ula – sama czułam, że nie wiadomo dlaczego się tłumaczę. – Chcemy sobie dać szansę. On się rozwodzi. Ja nie wiem, co z tego będzie, ale po prostu zatęskniłam. On przysięga, że się zmienił, a ja chcę jeszcze raz spróbować. – To ci życzę powodzenia! Najwyraźniej nic z tego nie zrozumiałaś. Wydawało mi się, że nie jesteś taka, żeby rzucać przyjaciół dla jakiegoś zdradliwego gnojka, ale trudno. Jak przyjdziesz po rozum do głowy, to zadzwoń. Tylko tym razem mi się nie wypłakuj. Do widzenia. I tak właśnie zostałam na środku kuchni z przyciśniętą do ucha słuchawką, z której dochodziło już tylko buczenie. Poczułam się dziwnie. Bo z jednej strony to prawda, że zaniedbałam przyjaciółkę, ale wydawało mi się do tej pory, że bliskie sobie osoby powinny się wspierać niezależnie od sytuacji. Ale pomyślałam, że może po prostu Ula miała zły dzień, przejdzie jej. Minęło jednak kilka dni, a od Uli nie było żadnych wiadomości, na telefony też nie odpowiadała. Potem coś jednak zaczęło się dziać. Któregoś wieczoru do drzwi zadzwonił bowiem sąsiad. Kurier przywiózł… wieniec pogrzebowy – Listonosz czy kurier mi dla pani zostawił, bo nie było pani w domu, więc wziąłem. Dobrze zrobiłem chyba? – zapytał, wręczając mi małe pudełko. – Oczywiście, dziękuję – uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni, myśląc, że to Mateusz, który akurat wyjechał w delegację, przysłał mi moje ulubione słodkości. Radośnie otworzyłam pudełeczko i… zamarłam. W środku, zamiast czekoladek, znalazłam bowiem owiniętą w różowy papier zdechłą mysz. Dobrze że siedziałam, bo chyba bym padła. Patrzyłam na biedne truchełko kilka minut, po czym wystrzeliłam jak z procy i pognałam do śmietnika obok bloku. Potem długo nie mogłam zasnąć. Zastanawiałam się, kto mógł wymyślić coś takiego. Przecież nie miałam wrogów, byłam lubiana, dla wszystkich miła. Więc jakim cudem ktoś wykombinował taki żart? Może się pomylił? Ale nie, przecież na paczce był mój adres. Roztrzęsiona zadzwoniłam do Mateusza. Niestety, nie mógł przyjechać od razu. Próbował mnie jednak uspokoić, jak tylko mógł, a kiedy już się zobaczyliśmy, długo tulił w ramionach. To jednak nie był koniec. Zaczęłam dostawać listy z wyciętymi na kartkach literami. „Zdrajczyni”. „Tak się nie robi”. „Przekonasz się”. Słowa tańczyły mi przed oczami, a ja z dnia na dzień byłam bardziej niespokojna. Ba! Przerażona. Aż wreszcie dostałam kolejną przesyłkę, i to nie byle jaką. Kurier tym razem wręczył mi niewielki wieniec pogrzebowy z czerwonych róż, ozdobiony czarną wstążką. Do gałązki przyczepiona była szarfa. „Ostatnie pożegnanie”. Teraz już przerażenie zamieniło się w panikę. Mateusz, gdy tylko o tym usłyszał, natychmiast przyjechał. Nie dałam się bardziej omotać – Pomyśl, kto to może być – powiedział, tuląc mnie. – Pojęcia nie mam, przecież nikomu nic nie zrobiłam! – płakałam. – Chociaż… Nie, to niemożliwe… – zamyśliłam się. – Mów. Przypomnij sobie. – Wiesz, jakiś czas temu poznałam przez internet pewną kobietę. To było niedługo po tym, jak się rozstaliśmy. Najpierw było super, ale kiedy się dowiedziała, że do siebie wracamy, była wściekła i zerwała kontakt. Nie wierzę, że to ona, ale fakt, że znała mój adres… – Ona, nie ona, trzeba to sprawdzić, bo jesteś kłębkiem nerwów. Daj mi jej namiary. Mam znajomego policjanta, może się czegoś dowie. Co się działo później, nie wiem. Mateusz powiedział mi tylko tyle, że ta kobieta więcej nie będzie mnie niepokoić. Podobno policja miała już kilka zgłoszeń na jej temat. Inne panie skarżyły się, że najpierw zaprzyjaźniała się z nimi przez internet, a potem – z jakiegoś powodu obrażona – wyczyniała takie numery jak w stosunku do mnie. Co się z nią dalej działo i dzieje – nie mam pojęcia. Z jednej strony poczułam żal, bo wydawało mi się, że coś nas łączy. A z drugiej… Jakie szczęście, że nie dałam się bardziej omotać. I mam nauczkę na przyszłość. Lepiej nie ufać każdej przypadkowo poznanej osobie. Czytaj także:„Przyjaciółka odbiła mi faceta, a potem płakała w rękaw, że im się nie układa. Myślała, że będę jej współczuć?!”„Jak nastolatka zadurzyłam się w internetowym przystojniaku. Już pierwsza randka była dla mnie jak kubeł zimnej wody”„Cała 3 moich dzieci to >>wpadki<<. Jedno poczęłam na imprezie z przypadkowym facetem, a bliźniaki z żonatym kolegą z pracy”
Szukałem inspiracji do nowego tekstu na bloga. Kiedy dzisiaj otworzyłem zobaczyłem tam tekst Magdaleny Urbańskiej pt. „Zostawcie w spokoju dzieci przychodzące do kościoła”, który bardzo polecam na lekturę. W sumie, to przeczytajcie najpierw artykuł Magdy, a potem wróćcie do mojego. Pozwólcie, że podzielę się swoimi przemyśleniami. Bardzo się cieszę, gdy na Msze Święte przychodzą rodziny z dziećmi. Od wielu lat takie Msze prowadzę, gdziekolwiek się pojawiam. Na początku była to parafia na Rakowieckiej w Warszawie, potem w Gdyni a niebawem mam przejąć Msze z udziałem dzieci w naszej parafii w Łodzi. Takie Msze są bardzo specyficzne. Nie można ich nazwać spokojnymi, bowiem zawsze coś się na nich dzieje. I dobrze, bo ma się dziać. Dla rodziców wybranie się na Mszę ze swoimi młodymi pociechami jest niekiedy nie lada przedsięwzięciem, począwszy od porannego wstania, przygotowania siebie i dzieci, poprzez różne, niespodziewane sytuacje. Czasami takie przygotowanie do wyjścia do kościoła trwa kilka godzin (to wiem od niektórych rodziców). Już za sam wysiłek należy im się szacunek. To prawda, że na samych Mszach dzieci zachowują się różnie. Jedne są bardzo cicho, inne natomiast komentują to, co się dzieje. O ile nie ma się pretensji do tych cichych dzieci, to o tych głośniejszych możemy niekiedy usłyszeć różne komentarze (czasami jednak zbyt przesadzone). Sam byłem kiedyś świadkiem, jak jeden z księży (a nie była to Msza dla dzieci) zwrócił na kazaniu rodzicom uwagę, że ich dziecko jest za głośne i przeszkadza. Takie sytuacje się zdarzają. Niekiedy niestety nie potrafimy też, jako księża w odpowiedni sposób taką uwagę zwrócić. Czasami trzeba coś powiedzieć, bo po prostu rodzice w żaden sposób nie reagują na zachowanie swoich dzieci – tak jakby tych dzieci w ogóle przy nich nie było. Mam jednak wrażenie, że takich rodziców jest niewielu. W większości natomiast bardzo szybko reagują. Inna sprawa – ta dotycząca bliskości, o której pisze Magda. Jeżeli dziecko chce się do rodzica przytulić na Mszy, czy nawet usiąść mu na kolana, gdy jest taka możliwość, to dlaczego mu tego mielibyśmy zabraniać? Jeżeli ono czuje się bezpieczne na kolanach swoich rodziców, lub w ich ramionach, to nie jest to dla mnie jakimkolwiek problemem. Co więcej, ostatnio wśród dorosłych widziałem pewną miłą sytuację, gdy młode małżeństwo (lub narzeczeństwo), będąc na Mszy siedziało przytulone do siebie. Nic złego tym zachowaniem nie robili. Po prostu tak przeżywali wspólnie Eucharystię. Jeżeli tak przeżywa ją dziecko wtulone w Mamę, lub Tatę, to tym bardziej się z tego cieszę. Niedawno byłem świadkiem jeszcze innej sytuacji. Młody Tata był ze swoim synkiem na Mszy Świętej. Kościół był pełen ludzi. Aby dziecko mogło widzieć, co się dzieje na ołtarzu, Tata ten wziął je na ręce. Oczywiście nie trzymał go przez całą Mszę, ale jednak dla niego ważna była bliskość z synem i to, że w taki sposób mógł ze swoim dzieckiem przeżywać Mszę Świętą. Według mnie, Msze Święte z udziałem dzieci, można by nazwać po prostu Mszami dla rodzin i przypuszczam, że w wielu parafiach tak jest. Rzeczywiście dla rodziców pojawia się problem, gdy takie Msze znikają z parafialnego kalendarza na czas wakacji. Tutaj można się zastanowić, czy w danej parafii są możliwości, aby utrzymać je na czas wakacji. Jednak, jeżeli ich formalnie nie ma, to proszę się nie bać pójść z dziećmi na inną Eucharystię. Inną kwestią, związaną ze Mszami z udziałem dzieci, to jest ich infantylizowanie przez samych duchownych. Tutaj się zgadzam, że Mszy w żaden sposób nie należy spłycać. Nie można, a nawet powinno się tego zakazać. Gdy tak się dzieje, to mamy potem Internet przepełniony różnymi dziwnymi filmikami i zdjęciami, gdzie ksiądz jest na Mszy przebrany za klauna. Mnie samego to denerwuje. Co więcej, czasami dzieje się tak, że rodzice ze Mszy z udziałem dzieci nie wynoszą niczego dla siebie. Nie wynoszą, bo my, księża im na to nie pozwalamy przez słabe i infantylne kazania do dzieci. Staram się trzymać pewnej zasady na Mszach dla dzieci. Dotyczy ona kazań. Często mówię do dzieci i z nimi rozmawiam. Daję sobie na to kilka minut. Potem natomiast również przez kilka minut mówię homilię dla ich rodziców. Całość nie jest przesadnie długa, a jestem przekonany, że taka forma jest przydatna dla tych, którzy chcą coś więcej wynieść dla siebie z Eucharystii. Na koniec przypomina mi się jedno zdanie Pana Jezusa z Mk 10,14 – „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie.”. Można powiedzieć, że nie tylko w czasie roku szkolnego, ale przez cały czas. blog dzieci głośno hałas modlitwa msza msza z udziałem dzieci rodzice rodzina wyzwanie
NOWY TARG. Wiersz Czesława Miłosza "Który skrzywdziłeś" pojawił się na banerze mieszczonym na budynku, będącym własnością rodziny, która od lat jest skonfliktowana z obecnym burmistrzem. Nie bez powodu tekst na banerze rozpoczynają słowa "Wielmożnie nam panujący Grzegorzu". Ciągnąca się od lat kwestia przebudowy skrzyżowania ulic Św. Anny i Grel utknęła na spotkaniu przedstawicieli Miasta i powiatu w sprawie podziału i kompetencji i finansowania ewentualnej przebudowy. Wcześniej jednak trzeba przygotować stosowną dokumentację. - To skrzyżowanie drogi powiatowej i gminnej. Droga powiatowa jest wyższej kategorii i to w gestii starosty jest zlecenie przebudowy, przy miejskim współudziale - tłumaczył podczas jednego ze spotkań wiceburmistrz Waldemar Wojtaszek. Padło też stwierdzenie, że "przebudowa skrzyżowania poprowadzona zostanie poza terenem państwa Lejów i inwestycja będzie realizowana na terenach miejskich". Na takie rozwiązanie nie godzi się rodzina Lejów, która prowadzi w tym miejscu sklep. Jak tłumaczą - przebudowa skrzyżowania znacznie pogorszy dojazd do ich sklepu. Zaproponowali Miastu sprzedaż swojej nieruchomości. Takie rozwiązanie nie było jednak brane pod uwagę przez samorząd. Właściciele nieruchomości od ponad dekady walczą z Miastem. W tej kadencji nastąpiła jednak eskalacja. Były sprawy w sądzie - wnoszone przez obie strony, pisma do władz państwa, rządu, ministrów, posłów. Obok budynku pojawiały się tablice z napisami typu: "Skrzyżowanie hańby". Były zamontowane taczki, parkujący przed budynkiem Urzędu Miasta oraz dworcem kolejowym samochód z napisem "Burmistrzu pochwal się skrzyżowaniem hańby Św. Anny z ul. Grel" itd. Dziś pojawił się wiersz Miłosza. s/
Domy chorują równocześnie ze swoimi mieszkańcami. Gdy pan Sławomir i jego żona poważnie podupadli na zdrowiu, ich dom popadał w totalną ruinę, aż zawalił się dach. Starszym i schorowanym ludziom zawalił się cały świat – to nie jest metafora. Do domu wdarła się wilgoć i grzyb. Teraz dwuosobowa rodzina żyje w "warunkach niegodnych człowieka" - ocenił wolontariusz Szlachetnej Paczki. Jednym z trzech bohaterów tej historii jest stary, przedwojenny dom, który traktuje swoich właścicieli jak niechcianych gości. Codziennie wydziera z nich poczucie godność i sprawczości. Każe im spać w deszczu, pomimo, że śpią na swoich łóżkach; zagania ich do jednego pomieszczenia, w którym mają żyć; skazuje na zimno z powodu nieszczelnych okien; a nawet grozi zawaleniem! Dom dostał cechy ludzkie - tak jak to bywa w bajkach, a przecież to nie bajka. Potrzebujące małżeństwo żyje w świecie realnym, w którym ludzie mają wpływ na otoczenie. Właściciele tego domu - już nie mają mocy sprawczej - są bardzo schorowani, nie mają pieniędzy i potrzebują wsparcia osób trzecich, czyli nas. Odnaleźli ich wolontariusze Szlachetnej Paczki. Na pytanie: Dlaczego warto pomagać? Grzegorz wolontariusz odpowiedział: Dlatego, że znaleźli się obok nas ludzie w takiej sytuacji nie ze swojej winy i warto im pomagać, bo oni są bezradni. Warto sprawić, żeby ich starość była godna. Biedy nie włożysz między bajki. Działaj realnie. Przekaż 1% Szlachetnej Paczce! Wejdź na i przekaż 1 proc. Szlachetnej Paczce. Tu był normalny dom - wspomina dawne czasy pan Sławomir - teraz tego domem nazwać nie można. Co tu dużo mówić, wegetacja, do następnego dnia - kontynuuje z rezygnacją. 30 lat temu małżeństwo zamieszkało w rodzinnym domu pana Sławomira. W domu przedwojennym, który był świadkiem historii. Małżeństwo wychowało w nim jedną córkę, potem wnuczkę. Pan Sławomir był zdrowy i pracował fizycznie. Był tzw. "złotą rączką", tak wspomina ten czas: Praca na czarno. O emeryturze się wtedy nie myślało, tylko o pieniądzach, których wiecznie nie było. A jego żona wiele lat pracowała w kiosku w Warszawie. Na emeryturze też dorabiała. Był czas, że go nie marnowałam. Robiłam na drutach swetry, gdy tylko mogłam - opowiada pani Hanna. Zachorowałem 10 lat temu i zaczęły się problemy - powiedział pan Sławomir. Mężczyzna ma chorobę reumatologiczną - zespół twardzinopodobny, który uniemożliwia mu swobodne funkcjonowanie. Najprostsze czynności sprawiają mu trudności. Jego ręce są przykurczone, palce powykrzywiane. Po diagnozie ta fizyczna choroba wyssała z mężczyzny również chęć życia. Pojawiła się depresja. Niestety jego żona też zachorowała, na nowotwór. Lekarze byli zmuszeni zrobić mastektomię. Kobieta nie mogła pracować fizycznie. Dom powoli popadał w ruinę. Teraz dwoje starszych i schorowanych ludzi mieszka w tragicznych warunkach. Przez dziurawy dach wpada deszcz, który wsiąka w ściany, przedmioty i meble. W domu czuć wilgoć, a na ścianach obecny jest grzyb. To wszystko wpływa negatywnie na ich zdrowie. Nie mają bieżącej wody, łazienki, nie mają gdzie się załatwiać. To jest największy problem, a także ogrzewanie. W tej chwili jest jeden piec, który ogrzewa trzy pomieszczenia - ocenia wolontariusz Szlachetnej Paczki, Grzegorz. Pani Hanna ze smutkiem opowiada o jednym z wielu problemów, które “funduje" im dom: Jak całą noc padało, to ja nie spałam tylko wodę zbierałam. Jak w łóżku leżałam, to po jednej stronie głowy miałam jeden garnek, po drugiej drugi i tylko słyszałam kap, kap. Teraz jak słyszę to "kap, kap" to mam uczulenie, serce mi staje - wspomina pani Hanna. Takich ludzi jak ja jest jeszcze trochę w Polsce - powiedział pan Sławomir. Takich ludzi, którzy żyją poniżej granicy skrajnego ubóstwa jest ponad 2 mln w Polsce. Łatwo to sobie uzmysłowić - mógłby kontynuować swoje spostrzeżenie pan Sławomir. Jeśli wyobrazimy sobie, że wszyscy mieszkańcy Polski żyją w jednym bloku o stu mieszkaniach, to: ośmiu Twoich sąsiadów, Czytelniku nie ma łazienki - wanny ani prysznica, sześciu nie może skorzystać z toalety, bo też jej nie ma. W trzech lokalach brakuje bieżącej wody. W czterech mieszkaniach jest zimno, bo jego lokatorów nie stać na ogrzewanie. W pięciu mieszkaniach żyją osoby znajdujące się w skrajnym ubóstwie. Pieniędzy nie wystarcza im nawet na zaspokojenie podstawowych biologicznych i psychicznych potrzeb. Tak, bieda i bezradność mieszkają obok nas, nawet za ścianą. Często są to bardzo cisi lokatorzy. Pan Sławomir mimo choroby, która mocno zaciska niewidzialny sznur na jego rękach oraz pląta jego ciało, radzi sobie zaskakująco dobrze. Wczesną jesienią mężczyzna zaczyna przygotowywać na wyrzynarce drewno na opał. Budzi to zdziwienie wśród osób wtajemniczonych w jego historię. Mężczyzna opracował sprytny sposób obsługiwania maszyny, wykształcił w sobie upór i cierpliwość. Gdyby nie choroba zrobiłaby to w kilka dni, teraz zajmuje mu to kilka miesięcy. Bohater tej historii czerpie siłę z doświadczeń innych ludzi, którzy tak jak on mają ciężko, ale potrafią funkcjonować samodzielnie: Widziałem człowieka, który prowadził tira bez dłoni - opowiada z nieukrywanym zachwytem. Od dziecka ich nie miał, dlatego się przyzwyczaił. Widziałem też człowieka bez rąk, nogami robił wszystko - opowiada pan Sławomir. Znajdę sposób - kolejny raz wypowiedział to zdanie mężczyzna, gdy dostał od darczyńcy wielofunkcyjne narzędzie, a wolontariusz zmartwił się, jak poradzi sobie z jego używaniem. Pan Sławomir należy do tej grupy ludzi, która zawsze znajdzie sposób na przetrwanie w najtrudniejszych warunkach. Mam 60 lat i nadzieję, że coś się jeszcze zmieni - wyznał pan Sławomir oraz dodał: Marzę, żeby ta ruina była domem. Resztę marzeń zostawiam sobie na pamiątkę. Pani Hanna podzieliła się refleksją, że też ma nadzieję, że będzie lepiej i wnuczka znowu będzie mogła ich odwiedzać. Jest coś jeszcze w tej rodzinie, coś bardzo cennego, to że mają siebie i wzajemne wsparcie. A także to, że znaleźli się w ich otoczeniu pomocni ludzie - darczyńca i wolontariusze Szlachetnej Paczki, którzy rozpoczęli remont ich domu. Małżeństwo ma już dach nad głową, jednak doprowadzenie budynku do normalnego stanu jeszcze potrwa. Szlachetna Paczka pomaga ludziom, którzy tego wsparcia potrzebują najbardziej. W milionach historii ludzi na skraju ubóstwa, pod ciężkimi ruinami można odnaleźć to, co najważniejsze, czyli fundamenty, które przybierają różne postaci: dobre wspomnienia, nadzieję, marzenia i wszystko to, co daje moc bohaterom codzienności. Resztę możemy odbudować, z pomocą ludzi dobrej woli. Przekazując 1 proc. podatku Szlachetnej Paczce, dajesz jej środki na to, by mogła dotrzeć do osób, które bardzo potrzebują pomocy, takich jak pan Sławomir i pani Hanna, i przyczyniasz się do zmiany ich losu. Biedy nie włożysz między bajki. Działaj realnie. Przekaż 1% Szlachetnej Paczce! Wejdź na i przekaż 1 proc. Szlachetnej Paczce. KRS 00 00 05 09 05.
kiedy nie było internetu tylko rodzina